Start arrow Książki on-line arrow PIĄTY KOŃ APOKALIPSY arrow Rozdział IX "NA KOŃCU DROGI"
Rozdział IX "NA KOŃCU DROGI"
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   

NA KOŃCU DROGI

- Droga młodzieży...

- Marek, krótko, bez wykładów.

- Smarkacze, nie przerywać gdy wódz ogłasza o broni i obronie... Nie daj Boże jeżeli pod moja nieobecność ci zbrodniarze podejdą pod dom. Kaśka, skoro chcesz bez wykładów więc chyba wiesz co macie robić?

- Bronić się, umiemy strzelać, to chyba jasne.

- Dla nich też będzie jasne i wystrzelają was w domu jak na strzelnicy.

- Niby gdzie mamy się bronić jak nie w domu?

- Właśnie o tym. Tylko Flo zostanie w domu ukryta za piecem. Jeżeli dojdzie do tego, że oni wejdą do domu to Flo, spokojnie leżysz na podłodze i strzelasz. Uczyłem cię, że najłatwiej trafić tam gdzie człowiek jest najszerszy. Z tak bliskiej odległości nie możesz nie trafić. Strzelisz tylko dwa razy i już ich nie ma. Boisz się?

- Jasne,że tak.

- To znaczy, że nie będziesz strzelać?

- Będę, bo inaczej to oni mnie zabiją.

- Flo, jesteś przykładem dla nas, czy rozumiesz to?

- Nawet dla April?

- Jest to tak pewne, jak to, że masz na imię Flo...

- A co mamy robić my, reszta nas.

- Gdy psy ich wyczują, to natychmiast wyskakujecie przez drzwi składzika, za drzewa. Już ich widzicie, czekacie, aż podejdą blisko, na dziesięć metrów. April, powiedz do którego drzewa jest dziesięć metrów?

Nie, jest znacznie dalej. Do tego drzewa jest. Więc oni będą prawie na końcu lufy i zupełnie zaskoczeni. Będą spodziewać się was w domu, ale, słuchajcie uważnie: Będą spodziewać się, że ja

jestem gdzieś za drzewami, ale tylko na początku i tylko wtedy będą się skradać, rozglądać na boki, przystawać i skakać od drzewa do drzewa. Gdy nic się nie stanie, to pomyślą, że nie ma nas w domu, że zostały tylko psy.

- Mark... Nie możesz myśleć za nich.

- Błąd, Kristi, duży błąd. Bitwy wygrywa się wchodząc do głowy wroga. Tylko tak można przewidzieć jego ruchy.

- No dobrze, ale dlaczego ma cię nie być?

- Bo za kilkanaście minut jadę aż na koniec tej drogi. Może znajdę jezioro lub rzekę większą niż ten strumyk i znajdę ryby. Musimy mieć ryby, aby nie umrzeć z głodu. Kasia i ja zrobiliśmy zapasy żywności na kilka tygodni, potem dokupiliśmy dużo więcej, przecież ledwo zmieściłyście się w vanie, ale to miało być na dwie osoby plus psy. Sytuacja się zmieniła.

- Sorry, Kati...

- Nie wygłupiaj się. Teraz jesteśmy mocniejsi i nie samotni we dwoje, czy muszę kontynuować?

- Dzięki...

Czy wierzył w powrót Larrego i Bena? Minął miesiąc, chwileczkę... Więcej, bo dom bez kalendarza dawał złudzenie zwolnionego czasu. Jeżeli to już dwa miesiące to wystarczyło, aby zbrodniarze doszli do normy na tyle, że mogą prowadzić samochód. Nawet gdy został im tylko jeden karabin, to są śmiertelnym zagrożeniem. Dlaczego więc jest cicho, czyżby przestraszyli się perspektywy dla „motyl” przypiętych do ściany pudełka?... Nie Larry, on wie, że musi zlikwidować jedynych świadków zbrodni. Liczy, że harcerki umarły z głodu, jest za mądry, aby w miasteczku być kryminalistą więc ma tylko jeden problem, a przecież i on liczy, że świat kiedyś musi wrócić do normy.

Tak, zanim spadnie głęboki śnieg należy spodziewać się wizyty. Cudownie, że mała Flo tak dzielnie przyjęła swoją rolę. Bez wątpienia April nie będzie chciała być gorsza. Kasia i Kristi? Ich odwagę ma jak w banku, a wiedza co mają robić. Może spokojnie szukać końca drogi.

Ta zwężała się. Miejscami ciężarówka bandytów miała trudności z pokonaniem czegoś co nie widziało samochodu od dawna. Czy to dobrze, czy źle przekona się, gdy dojedzie do końca. A jeżeli ten koniec odległy jest o setki kilometrów...

W tym momencie myślówkę przerwał błysk wody. Zaraz potem na poboczu drogi zobaczył domek, tuż nad wodą... Wąski dojazd doprowadził go do miniaturki ich domu. Miał tylko jedna izbę, ale miał kominek, a co ważniejsze w szafie worki z mąką i ryżem -a do tego kilkadziesiąt puszek fasoli. To był skarb. Właściciel domku najwyraźniej liczył się z koniecznością zimowania, w przypadku zaskoczenia dużymi opadami śniegu.

Obok worków Marek znalazł duże pudełko zapałek.

Pajęczyna pokrywała sieć na ryby i coś jak harpun, aha! Eureka! Tu są ryby!

Na płyciźnie jeziora odbywało się tarło, Wiele ryb ryło piasek tylko do połowy będąc w wodzie. Były duże, bardzo duże i było ich tyle, że woda „gotowała się”.

Rzucił sieć... Wyciągał kilkanaście ryb, każda półmetrowa. Reszta nawet nie zwracała uwagi zajęta przedłużaniem gatunku. Sorry, rybki, że właśnie w takim momencie muszę wam przerwać, ale ja też chcę żyć. Po godzinie ryby zakrywały podłogę ciężarówki solidną warstwą. Nie mógł zabijać... Pomyślał, że zanim dojedzie ryby umrą śmiercią okrutna, bo uduszą się, ale umrą bez jego pomocy.

Wiózł do domu życiodajny skarb.

- Zanim zaparkował, to krzyczał... -Dziewczyny, przywiozłem żarcie na kilka miesięcy! Teraz wy do roboty...

- Czy one nie żyją?

- Nie żyją. Kilka godzin bez wody wystarczyło .Znalazłem dwa noże, teraz patroszymy ryby, to wasza rola. Flo i ja rozpalamy ognisko. Flo, przynieś dużo gałęzi tego drzewa o drobnych listkach, znaczy igłach...

- Ale super! Będzie grill!

- To nazywasz zapasami na kilka miesięcy? Marek, idzie zima będziemy mieć znaczniej mniej ruchu, może nawet przez wiele dni wcale, wiec tego wystarczy na rok, ale co ukrywasz w szoferce?

- Skarb, Kasiu prawdziwy skarb.

- Chyba nie złoto? Podobno tutaj kiedyś było...

- Tak? A czy oddałabyś kilogram złota za parę majtek?

- Nie mów!

- Nie mówię i nie znalazłem, ale skarb jest jeszcze większy. Proszę, zobacz sama.

- O rany! Cztery prześcieradła, trzy koce i co to w pudełku... O Boże! To jest mydło, chyba z tuzin kawałków, a tu, co tu ukryłeś... dziewczyny,wracamy do cywilizacji! Mamy papier toaletowy!

- Ja pierwsza! Ja pierwsza!...

- Flo, masz najmniejsza pupę, więc nie będziesz pierwsza. Starsi maja pierszenstwo.

- Dzieci mają pierwszeństwo...

- Ooo, nagle jesteś dzieckiem? Czy to prawda April?

- Jasne że tak, przecież tak ją nazywam...

- Rozumiem, że szczepcie odbiera wam rozum, gdy dodam do tego nici, igły, a w tym takie, że i koc zszyją...

- Rozbiłeś sklep?

- W pewnym sensie. Właściciel domku pomyślał o wszystkim. Może nawet planował tam zamieszkać, medytować. Miejsce jest śliczne, o krok od jeziora pełnego ryb dlatego ta sieć i harpun. Skoro harpun to muszą tam być dużo większe niż te. Sprawdzimy. Na razie mocno wędzimy te, potem suszymy na skale. Gdy wyschną, jak kawałki drewna, to mamy żarcie na długi czas. Sorry, mam też sól, więc po wędzeniu posolimy je, ale ostrożnie bo soli mam tylko tyle.

- A koniec drogi? Dojechałes?

- Nie i chyba kończy się niedaleko od tego domku, wchodzi w coś przejezdne tylko dla traktorów. Więc z tamtej strony jesteśmy bezpieczni. Co dziś jemy, bo przyznam, że gdy adrenalina spadła, to mogę zjeść każda z was.

- One są za młode, ale ja pierwsza. A ty Kristi?

- No, skoro starsi mają pierwszeństwo, to czy mam wybór?...

- A zjemy super grilla. Wystarczą trzy takie?

- To chyba ze cztery kilo mięsa...

- Ta największa tyle waży. Co to za ryby?

- Duże i nasze... A na pewno jadalne. Za kilka dni jedziemy po więcej. Tam zima przyjdzie dużo szybciej niż tu. Jezioro jest otwarte z każdej strony, a las który je otacza nie da osłony przed zimą. Z tej mapki widać, że łączy się z innymi jeziorami. Może latem zrobimy dłubankę z najgrubszego świerku i pozwiedzamy...

- Może latem wrócimy...

- Wrócimy... Czy coś złapałyście z telefonu?

- Chyba ma za mały zasiąg, albo bateria się kończy bo cisza, nawet bez typowych szmerów i pisków.

- Nie, Kristi, obawiam się, że nie wrócimy latem i już teraz warto się z tym pogodzić.

- Ja bym chciała już być z rodzicami i moim bratem...

- Flo, kiedyś zrozumiesz, to co powiem: Powrót po długiej rozłące bardziej smakuje, niż powrót, ot , tak tylko po wakacjach.

- Już teraz chyba to rozumiem, ale tak samo tęsknie. Mój brat ma szesnaście lat i April...

- Zaraz strzelę ci w pysk! Ona zmyśla!

- Co twój brat i April...

- Ona się na niego napala jak głupia... Strzel, strzel i powiedz, że to nieprawda...

- Tak, April?

- To jest zarozumiały dupek i chyba pedał, bo nawet nie patrzył na mnie!

- Pedał? Czy wiesz co to znaczy?

- Zboczeniec i tyle! Zarozumiały.

- -Wcale nie, bo on jest mądry, nawet kocha kwiaty...

- Właśnie dlatego pedał!

- Okej panienki. Tych gałęzi jest stanowczo za mało.

- Ale ja muszę powąchać mydło, proszę...

- Okej. Nie pachnie? Zgoda, bo zapach uleciał do cywilizacji, ale zostawił mydło... Gałęzie!

Potężny stos materiału na ognisko Marek przykrył kamieniami. Wypatroszone ryby czekały, aż ogień zajmie gałęzie i kawałki drewna na spodzie ogniska, a wilgotne, zmoczone gałęzie dadzą gesty dym. Prymitywna wędzarnia spełniła zadanie, ale dopiero po czterech godzinach ryby można było solić i rozłożyć na skałach. Szła sucha, zimna noc. Rankiem ryby wyschną na przedłużeniu pieca służącym za... legowisko dla kogoś wyjątkowo kochającego ciepło.

- Właściciel musiał mieć ruskich rodziców...

- Dlaczego, znalazłeś coś?

- Takie przedłużenie pieca bez paleniska w środku jest bardzo typowe w rosyjskich, wiejskich domach. Narzuca się na to kożuch i można spać na nagusa.

- Ja tak nie będę!

- Ona się, wstydzi, bo zaczęło jej rosnąc z przodu...

- Ty wiedźmo. Niech ja dorwę ten pistolet!

- Flo, zaszła zmiana, od teraz. Nie ma pistoletu, rozumiesz? Nie ma. Gdy gdzieś wyjadę, to zabiorę ze sobą.

- To jak się obronię?

- Ciebie też zabiorę. Zadowolona?

- Ja też chce, ja też!

- Ale ja nie chcę. Nie chcę mieć dwie wściekłe kotki w szoferce, a na jazdę na budzie się nie zgadzam. Koniec rozmowy. Za kilka lat same zrozumiecie, że koniec.

- Za kilka lat będę w Vancouver. Nawet już będę mogła pić piwo...

- Życzę ci tego z całego serca.

- Marek jak tak możesz!

- Kati ma rację, tak nie powinieneś mówić.

- Zastanówcie się... Jeżeli za kilka lat będziemy mogli wrócić do naszego świata to kilka piwek na pewno nie zaszkodzi, prawda April? Jeżeli nie będziesz wstydziła się „dziadka” przed kolegami to razem strzelimy po piwku. Masz tu pieć, zaklep.

A teraz skarb największy... Rozumiem, że prześcieradła będą idealne na majtki i koszule, a koce na ubrania, ale to jest „pomoc w pierwszej potrzebie”.

- Butelka?

- Tak, butelka mocnej wódki, ruskiej. Kristi wie co mówię.

- Oczywiście to najlepsza dezynfekcja, Tylko jedna?

- Niestety, dlatego będzie na lekarstwo.

- Podobno na pół z herbata pomaga na przeziębienie...

- Pani Helen nauczyła nas zbierać zioła... Trzeba zaparzyć, ale nie gotować, dodać trochę cukru i pić gorące. Podobno człowiek się wtedy bardzo poci, bo chyba jest mu gorąco, prawda?

- Tak, Flo jako przyszła, a teraz prawie lekarka gratuluję ci.

- Ja też poznam takie zielsko...

- Flo! Tylko bez komentarza! Jeżeli April chce pomagać w zbieraniu, to zaopiekuj się nią, zgoda? Bo nie pojedziesz ze mną na ryby.

- My też chcemy zobaczyć ten domek! Może nie przeszukałeś go dokładnie? Co ty na to, aby tym razem Flo i ty łowili ryby, ale potem my jedziemy, a wy pilnujecie domu. Okej?

- Fair and square. Umowa stoi.

- To kiedy będzie nasza kolej?

- Jak ukończymy „tunel” do naszego wana.

- Jaki tunel? Źle się czujesz?

- Przeciwnie, czuję się wyśmienicie i podziwiam własną mądrość.

- Marek, to ostatnie my wiemy równie wyśmienicie, nawet czasem, choć przyznam, że za często podziwiamy...

- Okej, Kasiu droga, skoro tak elokwentnie, to powiedz w jaki sposób zapewnisz, czym zapewnisz, że na wiosnę, silnik w wanie zagra jak żywy?

- Nie rozumiem,jak zawsze, zapuszczę...

- Nie zapuścisz po kilku mroźnych miesiącach bez pracy silnika. Dlatego raz na tydzień, może na dwa tygodnie motor musi pochodzić kilka minut i dlatego już przestawiam vana tak aby prawie dotykał wyjścia ze składzika. A, że spadnie śnieg, duży śnieg, to wiemy, prawda? Więc jak to otworzę drzwi vana? Dlatego już dziś budujemy coś jak tunel, prowizorkę, ściany uszczelnimy gałęziami, zatrzymają śnieg nawiewający z boków, ale jakiś daszek musi być. Też uszczelnimy go gałęziami. Muszą być belki, aby utrzymały śnieg. Wtedy bez problemu będzie można wejść do wana.

- Jesteś wielki...

- To nawet ja wiem, to się po prostu słyszy... Jeszcze jedno. Drewna na opał jest jednak za mało.

- Za mało? Przecież jest aż pod sufity!

- Za mało, bo musimy spodziewać się „zamurowania” śniegiem może nawet na tydzień, a zimą nie narąbiemy więcej. Dlatego trzeba zebrać tyle drewna, że pokoje zmienia się w korytarze. Już mówiłem, że da nam to dodatkowy plus, zmniejszona powierzchnia nagrzeje się szybciej.

- Nic tylko praca. To maja być wakacje?

- April, praca dzieli ludzi od zwierząt, co zresztą jest tylko w części prawda, bo bobry...

- Tak trują nauczyciele w szkole, a ja nie jestem w szkole i wolę być zwierzęciem.

- Masz doskonałe zadatki, prawda Flo? Co się stało, milczysz?

- Bo ona mnie terroryzuje, więc się boję mówić...

- April! Co ci wolno w domu, to nie tu! Rodziców możesz straszyć, że uciekniesz z domu, ale nie mnie. Jeżeli jeszcze raz usłyszę coś takiego, to zacznie się wychowywanie przez prace.

Czyszczenie pieca, wyrzucanie popiołu, sprzątanie łazienki, jest co robić.

- Nie będę, to jest niesprawiedliwe.

- A sprawiedliwe jest zastraszenie słabszego? Nie będziesz? A co zrobisz?

- Nie będę i już, a ty nie masz prawa mnie bić!

- Jeszcze cię nie uderzyłem, prawda? A czy nie uderzę? Nie wiem. Bzdury, że dzieci nie wolno karać biciem w tyłek są dobre dla hipokrytów którzy nigdy nie mieli dzieci. Dostałem od ojca wiele razy po tyłku, zawsze był powód, bo zrobiłem coś o czym doskonale wiedziałem, że nie powinienem. No i co, nie wyrosłem na zwyrodnialca bijącego, czy molestującego dzieci.

Dla twojej zasikanej informacji podaje, że moje pokolenie tak było wychowywane, a nie znam kogoś kto wyrósł na zboczeńca. Słuchaliśmy i rodziców i nauczycieli.

- Marek, wtedy nie było telewizji, nie było skąd brać przykładów o seksie, prochach i chlaniu. April, ile twoich koleżanek ćpa przynajmniej trawkę? Nie powiesz mi, że wierzycie w dzieci rodzące się z kapusty... Flo wspomniała o Lori. Dziś wiemy, że nie płakała gdy ten zwyrodnialec ją gwałcił i mówił, że nie była dziewica. Wiesz coś o tym?...

- Lori nie była jedyna...

- Ale wy macie tylko 12 lat!

- Prawie trzynaście...

- Powiedziałam kiedyś, że ten świat powinien się rozpieprzyć i teraz żałuje. Ale... Może ten nowy, jeżeli doczekamy, zacznie się bez seksu nastolatków, bez narkotyków już w szkole podstawowej i bez gier komputerowych, w których zabity wstaje jakby nic się nie stało i zabija innych, a oni też wstają...

- Komputer zabił książkę, a telewizja wrażliwość. Pamiętasz gdy zapytałem państwa Jones znanych z ubolewania nad losem głodnych dzieci w Afryce,co robią, gdy w telewizyjnym dzienniku widzą takie dzieci... Czy przerywają kolację, czy może mlaskając o biednych dzieciach mlaskają kolacją, a Boby Jones powie... honey, zrobiłaś świetne ciasto...

- Na szczęście zaraza zlikwidowała takich hipokrytów jak państwo Jones, oraz ich nie wiele mniej słodkich sąsiadów. A jak pięknie śpiewali co niedzielę w kościele i ściskali rękę pastora dziękując Bogu...

- Moi rodzice byli bardzo podobni...

- Kristi, takich rodziców cywilizacja namnożyła miliony. Nie czuj się źle.

- Ale Flo będzie mi pomagać?

- April, pamiętaj, że jesteś starsza, doroślejsza, nie wykorzystuj tego. Flo jest bardzo wrażliwa, może to dobrze, że z daleka od waszego środowiska w mieście. Sam nie wiem. Oczywiście, że będzie ci pomagać, prawda Flo?

- Będę, bo ja naprawdę lubię April...

- Dziewczynki, dajcie sobie huga, niech będzie jak w słodkim scenariuszu dla maluczkich. Wiecie... Często myślę, że to wszystko tutaj, my, nasze jak do tej pory szczęście we wszystkim co robimy, to nie jest naprawdę, że jest za łatwe, za gładkie... sorry, Kristi, dla was tak nie było.

- Tak, ale to już było, a teraz jest super.

- Zawsze boję się, gdy tak jest...

- Kasiu jesteś fatalistką, ale nie nakręcaj się na wyrost. Musi być dobrze, mamy siebie, stanowimy silną rodzinę, nawet mamy lekarza, prawda Kristi?

- Na tyle co biedzie potrzeba, myślę, że dam radę.

- Więc nie może być źle. Widzisz? April uśmiechnęła się do Flo, a Lola i Golden Boy zaraz ciebie zaliżą, bo mamusia smutna...

- W tym wszystkim nasze dzieci są zaniedbane, mają kulturę po mamusi, dlatego nie mówią ci, ty gruby, kiedyś to byliśmy najważniejsze, a teraz to smarkate babstwo zajmuje twoja uwagę. Dobrze, że przynajmniej mamusia o nas pamięta.

- Lola, jesteś młodsza, ale wytłumacz mu, że teraz to jest teraz. Psia panienka położyła głowę na kolanach człowieka. Nie musiała nic mówić.

- A co jest z grillem? Nie będzie?

- Jest niedobrze, naprawdę niedobrze, to nawet ma nazwę...

- Spokojnie mam dobrą pamięć, po prostu jestem głodny.

- Dlatego powiedziałam, że takie objawy mają medyczną nazwę... Przecież trzy godziny temu zjadłeś chyba kilo ryby, a Lola i Złoty zjadły tą największą, chyba ze cztery kilo...

- Taak... Co to znaczy silny głód, szkodzi nawet na pamięć...

- Co to za ryby, pamiętam, że już pytałam, ale to cudo nie ryby. Są prawie bez ości, tylko grzbiet i tyle. No i te wąsy...

- Gdyby nie fakt, że tak daleko na północy, to powiedziałbym, że to catfish, sum, ale... Sumy rosną do ponad dwóch metrów, może więc to jest jakaś mniejsza odmiana?

- Mark, nie jesteśmy tak daleko na północy, będziesz uczył geografii to przypomnij sobie mapę. Mam rodzinę w Danii, na południu, o ile pamiętam, to my tutaj jesteśmy bardziej na południe.

- Niesamowite, Kristi, ale masz racje z tym, że Dania nigdy nie ma ani mrozów ani śnieżnych zawiej, a nas tutaj nic nie chroni przed zimnem prosto z koła podbiegunowego. Gdyby nie te lasy, to nasz dom miałby tylko wystający ze śniegu komin.

- Może tak być?

Nie aż tak, ale może. Skoro o lekcjach geografii, to już teraz panienki dowiecie się co to jest Golfstream. To coś wypływa z gorącej Zatoki Meksykańskiej i jest tak ciepłe, że nie ostygnie przez tysiące kilometrów, aż do Anglii i dalej do północnej Norwegii. Mało kto wie, że w jednej z zatok północno-zachodniej Szkocji rosną palmy i śródziemnomorska roślinność. Palmy co prawda niewielkie,.ale zawsze. To dlatego północno-zachodnia Europa nie ma ostrych zim. Lekcja skończona. Czas nie na przerwy, ale do roboty. Ja, Kasia i Kristi piłujemy następnego biedaka, ja rąbię,a wy nosicie drewno do domu. Tak będzie aż do zachodu słońca.

- Nauczycielka mówiła, że to nazwa się wyzysk człowieka pracy i jest w Stanach Zjednoczonych, to dlatego jesteś taki...

- A kto przywiózł żarcie, no kto? A mydło i papier toaletowy, kto? Aha, koniec dzielenia się talerzami. Zapomniałem. W szoferce są dodatkowe dwa i mała miednica.

- Dziękuję, mamy łazienkę.

- Psy nie będą jadły w łazience i nie tak jak do tej pory na sękatej desce. Miednica będzie ich talerzem. Jak kultura to kultura, prawda Lola?...

Wreszcie noc. Udawał twardziela, ale co innego było trzy razy w tygodniu podrzucać sztangę, a co innego kilka godzin walić siekierą w świeże drzewo. Tylko sosna dała się podporządkować, ale buki i jesiony, których drewno jest prawie jak węgiel i trzyma żar równie długo nie ustępowały, a przecież nie mógł pokazać, że nie ma siły... Wiadomo, facet...

Noc jak zwykle niosła myśli, nie były wesołe. Za wcześnie, aby zaczekać na ostatnie kartki kalendarza właśnie tutaj... Dużo za wcześnie. Miał tyle planów, oboje mieli, a teraz co... Jeżeli zaraza mocno wrosła w ziemię? Jeżeli tak jak z wieloma pozornie śmiertelnymi chorobami okaże się, że jest człowiek, który może nosić w sobie i HIV i nawet AIDS, a żyje, może nawet żyć dziesięć i więcej lat...

Tak, on może ale on daje innym wyrok śmierci, czy bezpiecznym będzie powrót i do czego...

Miasta bez energii elektrycznej zamieniły się w ruiny, nie mogło być inaczej. Bez prądu stanęło wszystko, stanęło życie. Człowiek nie zdążył na masowy skale znaleźć alternatywy. A choroby takie jak AIDS?

W 1962 roku poznał Kubańczyka. To była historia jak z filmu. Kubańczyk studiował w Polsce podobnie jak tysiące, dziesiątki tysięcy młodych ludzi z Afryki, Azji i Ameryki Południowej, za darmo, z dodatkami na ciepłą odzież, na lepsze jedzenie, na dziwki puszczające się z obcokrajowcami, bo miejscowi chłopcy byli nijacy, szarzy, bladzi, a ich starsi koledzy łysawi... Koloryt południa, gęste czarne włosy, piękne, białe zęby i „opalona” skóra zimą, nawet bez Zagranicznej waluty, były mocną atrakcją. Panienki nie wiedziały, że wiele z tych „opalonych, białozębnych” kultur traktuje kobiety jak meble...

Kubańczyk już wtedy wolał... chłopców. Ukrywał się nie chcąc wracać do głodnej, rewolucyjnej Kuby, ale pojmano go i rehabilitował się w Hawanie jako doskonały inżynier budowy okrętów po studiach w Gdańsku...

Miał jednak dość rewolucji i głodu. Udając ideowca poleciał do Angoli pomagać rewolucji! Sobie znanym sposobem ukrył się w ambasadzie Niemiec i poleciał do Stanów. Długo nie wytrzymał u ciotki na Floridzie w bardzo konserwatywnej rodzinie, która chciała go o zgrozo...ożenić!

„Odnalazł” Marka i Kasię, wówczas mieszkających w Los Angeles i wybłagał by pomogli mu wpuścić korzenie w Kalifornię. Faktem jest, że bardzo interesowały go korzenie, które nazywał... bananami, a uwielbiał... białe.

Zaczął bardzo aktywne życie homoseksualisty. Były to czasy gejowskich łaźni, gdzie każdy z każdym w dosłownie gorącej temperaturze i były to lata 1982-84. Wybuchła epidemia AIDS!

Zaczęło się masowe bicie gejów. Szybko wprowadzono surowe kary, ale sfrustrowane społeczeństwo prywatnie, gdzie mogło kontynuowało bicie gejów, bo tak to oficjalnie określono.

Kubańczyk wielokrotnie był okradany, zawsze młodszy kochanek zostawiał go śpiącego i wynosił co chciał z mieszkania. Nie pomogły sporadyczne pobicia. Kubańczyk miał nienasycony apetyt i znany był jako „Fucking Jose”. Nie mógł nie dostać HIV, po prostu było to astronomicznie niemożliwe z uwagi na astronomiczną ilość partnerów ze środowiska, w którym HIV i AIDS były powszechne.

Mijały lata, Był rok 1998, Marek widząc ciągle zdrowego kolegę poradził mu, aby ten oddał swą fenomenalną krew do badania. Być może będzie jako antydotum, jako nieomal surowica na jad węży...

Nie mogło być inaczej skoro Jose był zdrowy i nie zmienił apetytu... Prawda, już łysiejący i zaokrąglony musiał

Coraz częściej płacić, by konsumować... Ale był zdrowy, fenomenalnie zdrowy.

Był rok 2002, Jose przeniósł się na Floridę, w okolice Orlando. Przez kontakt ze wspólnym znajomym Marek dowiedział się, ze Kubańczyk był leciutko trzepnięty, nie bardzo realnie widział i siebie i życie, ale tryskał zdrowiem. Tryskał oczywiście tak samo, w takich samych kontaktach, coraz częściej z męskimi prostytutkami, ale ciągle był okazem zdrowia... Fakt, miał wtedy już 60 lat. Więc to i owo mu się mieszało pod czaszka, ale był zdrowy. Nudne? Czy fenomen może być przedmiotem nudy?

Właśnie... A jeżeli żyje i tryska zdrowiem wielu takich jak ten Kubańczyk i zaraza im nie groźna... A przecież noszą w sobie „tykającą bombę” nie dla siebie lecz dla otoczenia. Czy do takiego społeczeństwa ma wrócić i zabrać ze sobą ufająca mu partnerkę, a teraz niby nie rodzinę, ale jak ma nazwać troje sierot...

Jeszcze jedna noc gdy prosił, aby już obudzić się do dnia...