Start arrow Książki on-line arrow PIĄTY KOŃ APOKALIPSY arrow Rozdział X "MĄDRYM TEŻ SZCZĘŚCIE SPRZYJA..."
Rozdział X "MĄDRYM TEŻ SZCZĘŚCIE SPRZYJA..."
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   

MĄDRYM TEŻ SZCZĘŚCIE SPRZYJA...

- Odkryłyśmy skarb!

- Zawsze wiedziałem, że jestem coś warty, ale czy trzeba krzyczeć?

- I tak nie pomoże, bo ciebie nikt nie przekrzyczy. Ale czy chcesz posłuchać o skarbie? Zresztą zobacz sam.

- Wiadra? Jasne, że się przydadzą, to nowe będzie na wodę do picia.

- Widocznie łowienie ryb zajęło ci większość czasu bo przegapiłeś klapę w podłodze.

- Tego domku?

- Tam jest tylko jeden... Właściwie to zobaczyła ją April.

- Odciągamy klapę i widzimy drabinkę do schowka, głębokiego.Podłoga w nim drewniana ściany też, suchutki.

- Pięknie...

- Nie kpij! W schowku są worki z mąka, ryżem, chleb w sucharach i 20 butelek oleju! Wyobrażasz sobie?!

- To jest skarb przez duże S.

- Ale to nie wszystko. Są bandaże, gaza,woda utleniona. Jest trzydzieści dużych puszek fasoli z ryżem, dwa normalne, porcelanowe talerze i mnóstwo grubych świec. Tak, są też zapałki, są suszone owoce i trzy woreczki cukru. Kristi, to chyba wszystko?

- Jeszcze nie, bo dziesięć puszek kawy i zapomniałaś o trzech pojemniczkach z witaminą C, w sumie 3 tysiące tabletek dziennej normy. Tak, to wszystko, aha no gwoździe, masa gwoździ...

- Właściciel, czy właściciel, skoro dwa talerze najwidoczniej planowali dłuższy pobyt na kilka zim. Mam nadzieje, że przywiozłyście tylko część z tego, bo i nie mamy miejsca i w takim schowku mogą czekać latami. A skoro o schowku... Ponownie czeka nas praca,

- Chyba nie myślisz, zrobić taki sam.

- Jasne, że nie, chociażby dlatego, że pod podłoga jest więcej skały niż ziemi, ale składzik na drewno musi być miejscem zastępującym lodówkę. Właśnie tam musimy przechowywać suszone ryby.

Jutro budujemy przybudówkę do domu, spełni rolę składu na drewno. Dom ma spory okap wystarczy, że zrobimy ściany, jakieś wejście i trochę dachu, aby mieć dodatkowy zapas opału.

- Marek, czy nie widziałeś, chociażby na filmach, że zimą ludzie wychodzą z domu... faceci zawijają rękawy kraciastych zwykle czerwonoczarnych koszul i rąbią drzewo, aż drzazgi lecą...

- A facetki napalone przyglądają się takim popisom licząc, że w łóżku też drzazgi poleca...

- W łóżku nikt drzewa nie rąbie...

- Masz racje, Flo, tak sobie wygaduję. Kasiu, skoro tyle wiesz o mieszkaniu na północy, to wyjdziesz, odgarniesz śnieg i może coś przerąbiesz?

A poważniej mówiąc to niby dlaczego mamy tyle fuksiarskiego fartu. Właśnie my i właśnie tu, gdy musimy go mieć, aby nie umrzeć i z zimna i z głodu. Może ktoś mi odpowie?

- Mark, chyba cię rozczaruję, co nie znaczy, że taki fart nam się nie należy, ale...

- Ale?

Ale moi rodzice mają podobną kabinę nad jeziorami na północny wschód od Vancouver, a dokładnie w Kelowna. Sporo ludzi ma tam domki podobne do tego, zaopatrzone na co najmniej jedną zimę.

Sporo ludzi nawet na stałe tam się przenosi uciekając od miasta. Jeszcze to, specjalnie dla was z Arizony... Tam rosną kaktusy, małe bo małe, ale są i kwitną w maju...

- No proszę, a myślałem, że wszystko wiem o kwiatach.

- A ten domek i tamten mniejszy, może właściciele mieli dość nawet takiej Kelowny, gdzie coraz więcej zimowisk wyrasta, a woda w jeziorach jest naprawdę ciepła już w czerwcu.

- A jeżeli właściciele wrócą tutaj, co zrobimy...

Kasiu, jeżeli dotąd nie wrócili, to tak jak już mówiliśmy, że albo umarli od zarazy, albo podobnie jak wielu „Kanadoli” polecieli daleko na południe po słomce i ciepło. W takiej egzotyce nędzy tropików, gdzie chyba nikt zarazy nie wpuścił maja szansę przeżyć, ale jeżeli zechcą wrócić to jak? Z tego co Larry mówił to mieszkańcy miasteczka tak zablokowali drogę, że bez buldożera nic nie przejedzie. Do tego czasu, skoro oni wracają to my opuścimy ich i nasz domek i też wrócimy. A teraz? Teraz czeka nas kolejna praca, bo nikt nie pomyślał o psach.

- Jak to, w każdej minucie dnia są z nami, nie rozumiem...

- My mamy ubikacje, ciepłą, a gdzie będą załatwiać się one? Gdy spadnie głęboki śnieg? Dlatego trzeba na przedłużeniu składzika zrobić coś jak następny tunel, czyli wybieg dla nich.

- Tunel?! Nie przesadzasz?

- Coś jak powiedziałem. Ściany z kilkunastu cienkich pni, dach, też luźny, bo „prześwity” doskonale zakryją gałęzie świerku. A skoro o gałęziach... Dość spania na nich, są miękkie, prawie jedwabiste, ale co materac to materac.

- Jedziesz do sklepu meblowego?

- Bardzo śmieszne... W vanie mamy materac dwa na dwa metry. Spałaś na nim z psami, teraz pomęczysz się ze mną. Już wróciłem ze sklepu...

Zawsze miał dwie lewe ręce do wszystkiego co mechaniczne. Gdyby nie Kasia i Kristi, to potrafiłby tylko zrąbać drzewo, piłować i rąbać na opał, ale wszystko co wymagało zbudowania, przycięcia, przybicia, było za mądre, jak sam określał. Oczywiście, że potrzeba jest matka jeżeli nie wynalazków to wyciągnięcia z człowieka czegoś o czym nie wiedział, ale jakieś limity są.

W jego przypadku były...

Pacjentki i klientki chciały go zabierać do domu, bo masażem pomagał na różne nazwijmy to potrzeby... Gdy odmawiał mówiąc, że ma żonę, psy i kota (a bywało, że w domu było pięć psów i dwa koty),to pacjentki mówiły... nie szkodzi, pomieścimy wszystkich...

Ręce, które jak Kasia mawiała powinny być... „rejestrowane policyjnie” nie potrafiły prosto wbić gwoździa. Stwórca, jak to często bywa dał komuś czegoś za dużo,a komuś wcale...

Jednak skarby z małego domku trzeba już teraz przewieźć zanim śnieg przeszkodzi. Ryby też nie będą czekać. Tak, najpierw żywność i ryby a potem wybieg dla psów.

Flo okazała się urodzoną zielarką. Przypomniała sobie co Helen radziła na ból, gdy starsze harcerki skarżyły się na bolesny okres. Takie zioła należało żuć, aż zmiękną na papkę i połykać. Po kilkunastu minutach czuje się jakby odrętwienie, ale ból mija. Była to cenna wiadomość, gdyż w zapasach żywności nie było ani aspiryny ani środków przeciw bólowych. Najwidoczniej właściciele domków nie wierzyli w chemie i być może byli z tych zbuntowanych przeciwko establiszmentowi, nautrszczykami i kto wie, może nawet wielbicielami Hari Kriszna Hari Hari... Północny zachód Stanów z przedłużeniem na Kanadę miał wielu naśladowców i buddyzmu i chętnych na wydojenie przez cwanych proroków w turbanach...

Jakieś dwadzieścia lat temu właśnie taki ”prorok” kupił posiadłość w Oregonie i szybko znalazł wyznawców. Mało tego, znalazł wystarczająco dużo bogatych durni bo kupili mu... 30 Rols Roysów.

Gdy dziennikarka z Nowego Yorku zapytała dlaczego aż tyle luksusowych samochodów, bo aż trzydzieści to sekretarka „proroka” odpowiedziała dlaczego nie trzydzieści jeden. Tak się stało, a nie była to anegdota jako, że trzy rzeczy są nieograniczone: Niebo, podobno, ale tylko podobno miłosierdzie boże i na pewno ludzka głupota. A ludzie maja prawo być głupi i żaden kodeks tego nie zabraniała, konstytucja gwarantuje...

Flo doskonale radziła sobie z siecią i po paru godzinach ryby pokryły podłogę ciężarówki. Ale dlaczego harpun, przecież nie będzie używał go i nawet do prawie metrowej długości ryb, a było kilka takich. Wtedy kilka metrów od brzegu woda wystrzeliła bryzgami. Ogromny, ciemno zielony grzbiet wyskoczył nieco ponad wodę i znikł... Dobrze, że nie miał harpuna pod ręka, bo taka bestia złowiłaby łowiącego... Sumy potrafią rosnąc do prawie trzech metrów i ważyć kilkaset kilogramów. Ten był na pewno ponad dwumetrowy.

- Mark! To chyba nie był rekin?!

- Nie był, ale był gotowy połknąć ciebie...

- Nigdy więcej nie wejdę, do wody!

- W tym jeziorze?

- W żadnym. Czy on rzeczywiście łyka ludzi?

- Nie pytałem... Wiem, że ma paszczę chyba na pół metra szeroka ale zęby mniejsze od twoich.

- Nie szkodzi, nie wejdę. Ale nic nie mów do April.

- Bo on może połknąć April.

- Nie! Wcale nie, ja kocham April, teraz nie mam nikogo...

- A my, a psy?

- No tak, ale April jet April, rozumiesz?

- Doskonale rozumiem. Co jeszcze znalazłaś w schowku.

- Kilka łyżek i widelców, aha, jeden blaszany kubek, może być mój. Czy już możemy wracać, jestem głodna.

- Przecież godzinę temu zjadłaś dwa duże placki i pół ryby!

- Ja rosnę, czy tego nie wiesz?

Początkowy pomysł, aby wnętrzności wypatroszonych ryb wyrzucić daleko od domu był zły jako zaproszenie dla drapieżników. Postanowili wykopać dół, następnie zakryć go kamieniami. Śnieg zrobi resztę. Czy naprawdę?... Wiele lat temu Marek przeczytał następująca mądrość: Gdy w lesie spadnie igła z sosny, to orzeł ją zobaczy, jeleń usłyszy, a niedźwiedź poczuje...Niedźwiedzi na pewno tu nie brakowało, więc postanowili usypać kamienny kopczyk nad dołem. Niedźwiedź w pobliżu domu, gdzie psy znaczyły swoje terytorium mógł oznaczać tylko jedno – konfrontację. Jeżeli wilki szanowały oznakowanie innego stada, to niedźwiedziowi psi mocz nic nie mówił jako, że na pewno nie widział psa a wilki lekceważył. Czarny miś Barybal unika spotkań z wilkami, a że doskonale wspina się na drzewa, wiec zawsze potrafi uciec. Niedźwiedź brunatny wagi prawie pół tony i na stojąco „wkładający piłkę do kosza”... ma tylko jednego rywala i jest nim człowiek. Nawet wataha wilków nie zaryzykuje walki z takim gigantem, którego jedno machnięcie łapą o pazurach długich jak ludzka dłoń potrafi — największego wilka wyrzucić w powietrze, rozprutego...

Dla psów spotkanie z niedźwiedziem było by oczywistą radochą, okazją do super zabawy w podszczypywanie... Jeżeli Golden Boy miałby szanse, bo wilczury atakują i odskakują, to Lola jako Pitbull chwyta, szarpie ale nie odskakuje. Chwycić niedźwiedzia i ugryźć przez futro i pięć centymetrów tłuszczu, to jest o dużo za dużo nawet dla Pitbulla, którego ścisk szczęk jest legendarny. Każde dzikie zwierze ucieka przed psami, jedynie, gdy osaczone to broni się i zabija nieświadome psy, dla których lew czy lampart to nic innego niż duży kot i niby słusznie. W Południowej Afryce wyhodowano rasę psów do polowania na lwy. Trzy takie psy wielkości największego dobermana potrafią osaczyć lwa, ale nie zaatakować tylko psim jazgotem wnerwić go, a że z trzech stron, to lew zwykle siada na tyłku i czeka. Niestety, zwykle doczeka się myśliwego...

Jeszcze większym zagrożeniem dla psów byłoby spotkanie z rosomakiem o którym Indianie mówią, że jest „dzieckiem wilka i niedźwiedzicy”... Nawet dwa najbardziej głodne wilki nie odważa się odebrać1 rosomakowi zdobyczy lub padliny. Rosomak, który właściwie jet gigantyczną kuna, to największy walczak wśród drapieżników.

Niestety, nie było możliwości upilnować psów, a las wabił je podniecającymi zapachami.

Marek liczył, że podniecenie minie po jakimś czasie i tak się chyba stało bo psy odbiegały na coraz krócej i bliżej. Mieszkańcy lasu może szanowali obsikane terytorium psów. Tak czy inaczej zwłaszcza Lola mająca gołe stopki, gdy parę razy wróciła z pokrwawionymi przestała oddalać się od domu.

Czy cisza ze strony morderców oznaczała koniec obaw? Marek nie potrafił uspokoić reszty. Nie było mądrej odpowiedzi, ale mógł się domyślać najbardziej logicznego scenario. Mieszkańcy miasteczka widząc okaleczonych, bez samochodu, chyba nie uwierzyli, że to tamten Amerykanin potrafił pokonać trzech facetów uzbrojonych jak na wojnę. A w ogóle gdzie jest trzeci...

Bandyci chyba są na tyle mądrzy, by „nie srać we własne gniazdo”, kulturalnie rzecz jasna mówiąc. To znaczy, że zachowują się przyzwoicie. Mieszkańcy mają dubeltówki, a stare, mądre przysłowie mówią, że „I Herkules dupa, gdy narodu kupa”... Tak więc włamanie się do jakiegoś garażu nie było prawdopodobne, chyba, że bandyci po prostu za dużą forsę wypożyczą od kogoś jakiś pojazd. Grubas powiedział, że stuknęli bank. Może więcej niż jeden, wiec mogą mieć kasę. Nawet teraz, gdy pieniądze mogą nie mieć chętnych zawsze znajdzie się wyjątek.

Wszystko co zaplanowali na zimę już było skończone i czas przyszedł na szkołę. Już po po kilku dniach „nauczyciele” przekonali się, że lekcje bez papieru i długopisu, bez komputera i książek, nawet gdy te były tylko nędzną imitacją dawnych... nie wróżyły powodzenia na dłuższy czas. Nie było możliwości odpytać bo zadania domowe nie były zapisane... Dziewczynki szybko zorientowały się w mankamentach i wygrały... Zamiast nauki było... A opowiedz o tym...

Każdy nauczyciel opowiadał swoje i wymyślał metodę, aby atrakcyjna.. Najłatwiej miał Marek, bo z historii i geografii można pleść bajki - opowiastki ubarwiane ciekawostkami. Trudno, pierwsi mieszkańcy tej ziemi nie chodzili do szkoły, a wcale nie są głupsi od białych ludzi.

To, że biały człowiek dowiedział się o innych kontynentach nie uczyniło go mądrzejszym, lecz mordercą, kolonizatorem. Jednak najokrutniejszą ironią tych morderstw było to, że czynił to w imieniu Boga, swojego Boga...

Miał chyba nie więcej niż dziesięć lat, gdy zapytał księdza co się stanie jeżeli ludzie kiedyś dotrą do innej planety, gdzie jest życie podobne do ziemskiego i wcale nie głupsi ludzie, a może nawet wyższa cywilizacja.

- Tak... Powiedzmy, że tak się stanie i co?

- I proszę księdza, jeżeli tamci ludzie nigdy nie słyszeli o Bogu, a przecież jest stwórcą wszechświata?...

- Nigdy tak się nie stanie.

- Ale jeżeli?

- A czy odrobiłeś lekcje, że masz czas na pytania, takie bez sensu..

Podobne rozmowy stopniowo wygaszały ciekawość. Szybko przekonał się, że dorośli, gdy nie mieli odpowiedzi szybko zmieniali temat. Dzieciaki dawały się nabrać na takie numery. Nie on, co obniżało mu stopnie z zachowania, ale nauczyło jednego - gdy nie wiesz co powiedzieć, to mów to co wiesz...

Do tej pory kolczatki na szyje psów jakie zabrali ot, tak jak to się mawia wszelki wypadek nie były potrzebne. Jednak któregoś dnia psy wróciły pokrwawione. Lola krwawiła z rozdartych uszu, Golden Boy miał wyrwana sierść i skaleczony kark. Brały udział w walce, to na pewno, ale to mógł być dopiero początek i na szczęście być może tylko z parą wilków. Jesień jeszcze nie zbierała wilków w watahy i to uratowało psy.

Trzymanie ich w domu nie było czymś łatwym, bo pięć osób wychodziło nie zawsze pamiętając o zamykaniu drzwi, a zresztą, tak nie mogło być zawsze.

Psom założono kolczatki. Były szerokie z ostrymi kolcami. Dawały psom gwarancję ochrony najważniejszego, a wiec gardła i karku. Pozostawał jednak problem rewanżu. Marek znał to z poprzednich doświadczeń jeszcze w Kalifornii, gdy duży Pitbull „Pitu” został zwabiony przez suczki kojotów oczywiście, że w...krzaki. Uratował się pocięty jak nożami, ale kojoty, z pewnością samce, zostawiły duży, krwawy ślad na drodze ucieczki. Weterynarz powiedział – Mark, masz w domu dwa psy samce „Pitek” będzie szukał okazji do rewanżu, nie szkodzi że z waszymi. Po prostu musi się odegrać...

Spokojniejsi kolczatkami pozwalali psom oddalać się, ale widocznie albo nie miały okazji do rewanżu, albo jeden raz wystarczył. Może się przestraszyły? Wątpliwe, nie Lola, a przecież kawaler nie chciał być gorszy...

Szła zima. Zbliżała się bardzo powoli jakby chciała powiedzieć... Wy, ciepłe ludzkie dupy, daje wam czas na opamiętanie się... Koniec z lenistwem ciepłych dni. Wy, wszystkie stworzenia...

Zbierać ziarna, orzechy, zbierać tłuszcz i grubsze futra, bo jak usiądę i przycisnę!..

Dziewczynki szukając ziół znalazły leszczynę ciężka, orzechami. Stanowiły nie tylko dodatkowe - bogate źródło tłuszczu, bo również urozmaicenie w jadłospisie, którego monotonia przerażała dorosłych. Oni wiedzą, że trzeba jeść aby żyć, ale dziewczynki przyzwyczajone do rozmaitości jakie daje życie w mieście, czy potrafią? Jedyna nadzieja to głód rosnących organizmów powinien być i mądrzejszy i silniejszy od zachcianek.

Koniec lipca dał sporo malin, ale zjedli tylko parę garści, reszta do suszenia na zimę, jako przysmak do placków. Te będą stanowiły podstawę wyżywienia.

Zegarek wskazujący miesiąc, dzień i godzinę też szykował się do zimowego snu i wreszcie stanął, bo Kristi zapomniała dać nowa baterie. Tak, ale to było 29 sierpnia... Tydzień temu? Nikt nie liczył dni, bo zegarek chodził do tego czasu. Teraz? Teraz zegarek zastąpiła zimna jesień i nadleciał pierwszy śnieg. Nie przypominał śniegu jakby się wstydził, że taki drobny, nijaki... Ale ciął po twarzach jak okruchami szkła. W noc pierwszy raz brzegi strumienia ściął lód. Uderzony kamieniem pękł, ale to był lód, ich pierwszy.

Mieli w sumie pięć wiader. Jedno do picia, reszta aby uzupełniać zbiornik prysznica i beczkę w łazience. Wyskoczyło jeszcze coś nowego wykrzykując, że idzie zima. Podłoga w łazience z płaskich, doskonale dopasowanych kamieni, do tej pory ciepła dotykiem stop i wodą z prysznica teraz była za zimna aby na nią stanąć. Co z tego, że ktoś genialnie zaprojektował ogrzewanie długą, spajaną rurą przechodzącą przez cały dom, a przez ściany otworem opierając się na kamieniach. Doskonale ogrzewała, ale podłoga z kamienia tego nie rozumiała. Trzeba było zmarnować, parę litrów gorącej wody lejąc ją na kamienie. Trzeba również było oszczędzać wodę zanim spadnie śnieg. Strumień był bardzo blisko, bo właśnie dlatego ktoś zbudował dom, aby mieć wodę pod bokiem, ale był również płytki. Ten ktoś najwyraźniej nie mieszkał tu przez całą zimę, gdyż w przeciwnym razie zadbałby o kilka beczek.

Pranie na podłodze łazienki nie stanowiło problemu, a ilość mydła wydawała się wystarczająca. Na cztery osoby płci żeńskiej? Wątpliwe...

Jest jak jest, powtarzał do siebie uważając, że nawet jeżeli śmierdzi to kto go będzie wąchał... Psy kochały go i w czystej i brudnej postaci.

Nadszedł ranek, gdy po pochmurnej, bezksiężycowej nocy obudzili się w dziwnym błękicie... Bom był w śniegu. Jednego jednak nie przewidzieli, że mogą nie otworzyć frontowych drzwi... Co za szczęście pomysłu wybiegu dla psów! Był bez śniegu! Trzeba było z szuflą przedostać się naokoło domu, by odkopać drzwi. A więc to jest kanadyjska zima. Witamy was...

Psy były może nie w siódmym niebie, bo coś takiego jest zarezerwowane dla kotów w ich dziewięciu życiach, ale tarzaniu się w świeżym, lekkim puchu nie było końca. Niestety, tylko parę godzin było tak puszyście, bo słonce ciągle jeszcze nie złożyło broni i pokryło śnieg warstwa wody. Wieczorem był twardy i zaskoczył psy, które zdziwione, że przecież niby to samo, a łapy czują inaczej, szybko wróciły do domu.

Teraz dzień wszedł w dwie strefy - światło dzienne i życie jak zawsze, a bez światła, więc nocne opowiastki i spać.

Niesamowite! Ani razu nie padło słowo... komputer, a tylko raz, że mogła by być telewizja. Człowiek odskoczył od epoki jaskiniowej, czyżby teraz musiał do niej wrócić. A czy miał wybór?

Śnieg miał jedna zaletę - dawał wodę. Wystarczyło postawić napełnione dwa wiadra na fajerkach pieca. Gorzej będzie w bezśnieżne dni, a czy tu są takie, to młode Kanadyjki wiedziały nie więcej niż przybysze z ciepłej Arizony.

- W Vancouver nie ma zimy. Nawet mamy palmy nad zatoką dla jachtów.

- Palmy? Flo, co ty mówisz...

- No, palmy nie są duże, ale to palmy. A jakie rododendrony mamy. Są największe na świecie.

- Chwileczkę, jako Amerykanin muszę zaprotestować, bo cały świat wie, że to w Stanach wszystko jest największe na świecie... No, dobrze, ale naprawdę nie macie śniegu?

- W górach, tuż za miastem mamy, nawet Olimpiada zimowa była, ale w mieście bywa raz, czy parę razy w roku, na krótko.

- Taaak, nic mi to nie mówi, ale wiecie co, a wpadło mi to do głowy w tej chwili! Zrobimy śnieżny bank!

- Marku, dać ci coś...

- Spokojnie, po prostu już jutro zbieramy śnieg i usypujemy taką górę jaką się da. Nawet, gdy zamarznie to od czego jest siekiera. No, co, Kasiu, dać ci coś?...

Wyjście ze składzikami i wybiegu dla psów kończy się w gęstwinie młodych świerków, sprawdzałem, na ziemi nie ma kawałeczka śniegu. To jest jak matecznik w którym dziki mieszkają i wychowują młode. A wiemy, że dziki to świnie i wiemy, że nie ubliżając Loli i Chłopakowi są podobno od nich mądrzejsze. Mój kolejny popis ten z dziedziny zoologii, słuchajcie dzieci, bo jutro przepytam... Dziki są jedynymi kopytnymi czy racicowymi wszystkożernymi, które bronią się jak wojsko... Gdy wilk czy tygrys zaatakuje któregoś dzika, to reszta nie przygląda się jak durne antylopy, czy zebry w Afryce, ale natychmiast atakują napastnika. Bardzo skutecznie. Jest to nie tylko instynkt obronny, ale zorganizowana pomoc i atak.

- A ludzie mówią - ty głupia świnio...

- Tak mówią, bo są jeszcze głupsi, a w dodatku jedzą świnie. Ja nigdy nie jadłam ani wędlin ani mięsa ze świni.

- Flo, ty jesteś po prostu kochana. Chyba cię zaadoptuję...

- Kasiu, Kasiu, a mnie! Ja też nie jem mięsa...

- Ona kłamie, bo zajada się kiełbasami, a te są ze świń!

- April... masz tu okazję na oczyszczenie duszy i ciała. Sprawa adopcji pozostaje otwarta...

- Widzicie jak się przydał wybieg dla psów! One też oczyszcza i myśli i ciało... Prawdą jest, że do tej pory nie jadły wieprzowiny lecz drób, ale wędlinkę... One pierwsze.

- A Mark, drugi, prawda?

- Nie, Mark podobnie jak ja, je tylko ryby i drób. Jest to forma wegetariańskiej hipokryzji, ale przy naszym, atletycznym trybie życia po roku diety czysto wegetariańskiej prawie padliśmy...

Właśnie ryby... A może tak na patelnię zamiast „przekładanki” do placków i okraszania zupy z kluseczkami...

- Nareszcie normalne jedzenie! Kasiu ja wszystko pozmywam...

- Drogie dziadki...

- No nie, znowu jakaś praca.

- Nie tym razem. Jako sportowiec i fachowiec od mięśni mam taki pomysł. Jest zima, będziemy coraz dłużej siedzieli bez ruchu, bez wypadów poza dom jak do tej pory.

- Niby jak, w adidasach?

- Dlatego mam pomysł. Kasia i ja mamy doskonałe buty Hi-Tech. Nie było i nie ma lepszych. Są powyżej kostek i są nieprzemakalne, a równocześnie nie poci się w nich noga. Kristi ma stopę prawie taka jak ja, dziewczynki napakują trochę koca w buty Kasi i na zmianę, z przypiętymi rakietami, pobiegamy po śniegu. Co wy na to?

- Ja już mogę od teraz, a ty Flo?

- Ale ja wolę biegać z Kasią, niech ona biega z Kristi.

Nie możesz z Kasią, bo w moich butach „się utopisz” .Musisz zaczekać na buty Kasi. Zresztą zaplanujcie jak chcecie ale marszobiegi będą. Kristi się zgodzi, że coś takiego zahartuje nas i uchroni od przeziębień. Ja nienawidzę zimy, śniegu, nart i tego wszystkiego czym podniecają się chyba najbardziej pingwiny, ale nie mam wyboru. Dziś zaczynamy. W pierwszej kolejności Kasia i ja. Sprawdzimy okolicę. Kolczatki dla piesków i ruszamy.

Taki dzień wreszcie przyniósł noc bez rozmyślań. Padł i zasnął. Jednak chyba za wcześnie poszli spać, bo przed świtem myśli dogoniły, jak zwykle przeskakując jedna przez drugą.

Czy potrafią wytrzymać więcej niż rok, może dwa. Jeżeli pierwszy rok, zwłaszcza dziewczynki potraktują jako przygodę,jako coś zupełnie nowego, a w dodatku bez szkoły, to drugi rok będzie już znacznie mniej atrakcyjny i jako powtórka i hormony urosną. April już teraz zachowywała się jak panienka na podrywie, niedługo Flo będzie ją naśladować. Czym potrafi rozładować hormony nastolatek pozbawionych normalnego życia jakie znały, jakie daje miasto, rówieśnicy, telewizja, sklepy z ciuchami, świat dorastających nastolatków.

Zaraza uderzyła znienacka, nieprawda, uderzyła jak niewidoczny napastnik, nieuchwytny, śmiertelnie skuteczny. To była nierówna walka i człowiek musiał przegrać. Najgorszym w ich sytuacji tutaj była niewiedza, brak kontaktu ze światem, który być może już dochodzi do siebie. Tak, mógł pojechać do miasta bo tam są i telefony i silne radiotelefony, ale do kogo tak dotrze, gdy po tamtej stronie wszystko padło. Kto mu odpowie...

A może nie jest tak, może już teraz wznowiono przynajmniej podstawowe połączenia. Wiosną to zrobi, więc, aby do wiosny.Zasnął spokojnym snem i przespał prawie do południa.

Towarzystwo nie czekało na niego, najpierw ruszyła Kasia i Kristi

Potem Flo i Kristi i tak rotacyjnie, aż padły bo chodzenie z rakietami śnieżnymi wygodnie wygląda tylko w telewizji. Zdążyły przed zawieją. Nadleciała, gdy przypinał rakietę, prawie wcisnęła go w drzwi.

Jednak zapomniał o czymś, a przecież pierwszy dzień, gdy nie mogli otworzyć zasypanych drzwi powinien natychmiast przypomnieć o planowanym „ganku” z daszkiem i ścianami, gdzie deski przeplotą gałęziami. Coś takiego skutecznie powstrzyma zasypywanie frontowych drzwi. Tak, jeżeli zima popuści, to natychmiast muszą to zrobić.

Może przyjść taki dzień, że nawet nie wydostana się przez wybieg dla psów i nawet gęste świerki poddadzą się zimie...

A tak ciepło, słonecznie i zawsze błękitnie było w Tucson. Gdyby... Gdyby co? Gdyby przełożyli ten wyjazd, to na pewno nie byłoby ani słonecznie ani bezpiecznie. Zaraza nie burzyła zabudowań, sklepów, stacji benzynowych. Zaraza zrobiła z tego martwą pustkę. Na jak długo, powtarzał do siebie nie chcąc i zanudzać i martwic reszty, jak ją coraz częściej nazywał – rodziny... Czyż nie byli taką i czy o więzach wspólnoty skazanej na dobre i złe decydują jedynie więzi krwi?

Życie wchodziło w rutynę normalki takiej bardziej dla Eskimosów... Ten kto wymyślił świece niestety nie zdążył do Nobla, a powinien dostawać każdego roku. Życie bez elektryczności bez lampy naftowej można sobie wyobrazić w klimacie, gdzie nie trzeba lodówek, ale nie bez świec.

Były skarbem na miarę żywności i opału. Pozwalały na co prawda krótkie, ale cudowne chwile przed powiedzeniem... dobrej nocy. A ile historii usłyszały, bo Marek miał ich na wiele wieczorów i zy było ważne, że większość wymyślił. Przecież nie to co się mówi, ale jak się mówi jest istotne.

Koce przydały się, bo panienki uciekły przed mordercami jedynie w majtkach i piżamach. No właściwie w koszuli nocnej. Teraz odbywało się szycie niby dresów, niby spodni. Dwa prześcieradła poszyły na bieliznę. Kristi stwierdziła, że może spać na gołym materacu, ale musi mieć majtki. Za przykładem Kasi, która nigdy nie nosiła biustonosza i mając nazwijmy kulturalnie swoje lata, miała cycek do pozazdroszczenia przez niejedna panienkę, dziewczynki i Kristi przejęły „modę”. Zresztą tak naprawdę to z konieczności, a April lakonicznie stwierdziła, że lepiej mieć ciepła pupę, niż ciepły cycek...

- Że też zachciało się wam mieć obozowisko tutaj. Nie mogłyście wybrać jakiejś tropikalnej wyspy?

- Rok temu byłyśmy na Martynice. A gdyby nie tu, to nie spotkałybyśmy was, prawda?

- A wasze koleżanki by żyły, nie mówiąc o tych zgwałconych.

- To niby prawda...

- Kristi, dlaczego niby prawda, jak mam to rozumieć?

- Taki smród, brud i przestępstwa, jakie są na Martynice podobno tylko ustępują Haiti. Obie wyspy to śmietnik i głód oraz nieustanne żądania i demonstracje, aby Francja znowu dała żarcie i pieniądze. Durnie z Quebecu czujący się Francuzami w jakimś obłędzie solidaryzują się z tymi na Martynice i wysyłają pieniądze dla głodnych dzieci...

- Ja tego nie uważam za głupotę.

Bo tam nie byłeś. Martynika podobnie jak Haiti oraz pozostałe wyspy Karaibów otoczona jest wodami pełnymi ryb. Helen powiedziała, że wystarczy plunąć, a kukurydza wyrośnie wysoka na trzy metry bo ziemia jest tak żyzna. Banany rosną dziko a kury same się karmią, ale ludzie krzyczą, że są głodni... Takiego lenistwa i takiej dumy, takiej godności chyba nie ma nigdzie. Oni są dumni z tego, że nic im się nie chce robić. A jak głodno krzyczą o swojej dumie i okrucieństwach kapitalizmu... Helen mówiła, że prawie każdy mieszkaniec jest zarażony robaczycą. Ohyda...

- Ale co to jest przy Larrym i jego koleżkach, zgodzisz się chyba?

- Tak, nie można było przewidzieć tej patologii, zwłaszcza w pustkowiu, ale dwa lata temu, inne harcerki zostały zgwałcone właśnie na Martynice, a jedna zginała bez śladu... My miałyśmy szczęście bo podwojono policję, a wiesz dlaczego?

- To chyba oczywiste.

- Tak, bo Helen dosłownie wyżebrała w Vancouver kasę na łapówkę dla komendanta policji w Martynice.

- To po jaką cholerę poleciałyście do tego.

- Gdy W Vancouver niby zima, a zawsze mokra, pozamyka ludzi w długie płaszcze, a widzi się palmy, śnieżnobiałe plaże i turkus wody w telewizyjnych reklamach dla durni z Europy i wszędzie tam gdzie jest też biało ale od śniegu, to można dać się zwariować...

- W jednej sekundzie zamienię mróz i śnieg na smród i brud Martyniki, przytomnie, bez zwariowania...

- Mark, dawno chciałam cię zapytać dlaczego, ktoś uśmiercił świat zarazą. Komu zależało na takiej ohydzie.

- To długa, bardzo długa historia.

- Mamy czas na długie historie...

- Jest również nudna i wygląda na tendencyjną, rozumiesz to?

- Może gdy usłyszę, więc?

- To zaczęło się w 1948 roku, właściwie dziesiątki lat wcześniej, w Europie. Chyba wiesz, że Hitler postanowił wymordować Żydów w Europie, prawie mu się to udało, ale przegrał wojnę, a pozostał nie „problem” żydowski lecz konieczność skrawka ziemi, który byłby domem dla Żydów nie tylko z Europy. Wybór padł na teren dzisiejszego Izraela.

- Bo to była ziemia Żydów, czyż nie?

- Nie była. Od setek pokoleń, od tysięcy lat mieszkali na niej Arabowie, Palestyńczycy. Za czasów panowania Rzymu była prowincją a jej cześć, mała cześć nazywała się Judea i tam mieszkali Izraelici. Sami Żydzi przyznają, że na teren Palestyny przyprowadził ich Mojżesz, z Egiptu, a wiec nie byli pierwotnymi jej mieszkańcami. Nudne?

- Czy coś powiedziałam?...

- Anglia zaczęła sprowadzanie Żydów z terenów Wschodniej Europy na teren obecnego Izraela, oddając go Żydom. Zabierając siłą angielskich bagnetów palestyńskie domy, oddając je Żydom. Zaczęły się wojny Izraelsko – arabskie. Izrael wygrywał i systematycznie zagarniał coraz więcej palestyńskiej ziemi. Pomagało mu poparcie Jewish Lobby w amerykańskim Kongresie, bardzo silne.

Stopniowo wywierając nacisk na amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie ukształtowało ja w jednostronną proizraelską. Od prawie 40 lat Izrael otrzymywał co rok 3 miliardy dolarów, ze Stanów Zjednoczonych, do tego najnowsza bron, którą grając na nosie swemu obrońcy, Ameryce, sprzedawał każdemu kto więcej płacił...

- Ale wszyscy wiedza, że Żydzi są mądrzy, bo maja pieniądze.

- To jest wyświechtany slogan ubliżający przeciętnej inteligencji. Żydzi są praktycznie mądrzy, a to jest ogromna różnica. Nie brakuje mądrych ludzi, większość ciężko pracuje na swoje miliony. Robić miliony bez ciężkiej pracy jest praktyczna mądrością... Dam ci tylko jeden przykład praktycznej, żydowskiej mądrości. Najbogatsza, koszykarska liga świata NBA, gdzie koszykarze zarabiają miliony dolarów rocznie, ma szefa, który nazywa się David Stern. Jest Żydem. Koszykarze łapią kontuzje, męczą się, przychodzą i odchodzą, ale pan Stern od ponad 20 lat jest szefem i wyrocznia NBA i zarabia 9 milionów dolarów rocznie „reprezentując” i zarządzając, a ma do pomocy sztab ludzi od roboty i do roboty. Jest więc praktycznie mądry.

- Ale jakoś Żydzi musieli zacząć, nikt im nic za darmo nie dał.

- Dał chociażby w Polsce, gdy Anglia wygnała Żydów, a 200 lat wcześniej zrobiła to Hiszpania (w 1492... rok odkrycia Ameryki...) to polski król Kazimierz przyjął angielskich Żydów, dając im wyjątkowe przywileje, aby rozwinęli handel. Potem został nazwany Wielkim, pomimo że... oddał cześć Polski Niemcom, ot tak, za frajer...

- To było w twoim dawnym kraju, prawda?

- Tak, tam, wieki temu, coś jeszcze?

- Ale pieniądze...

- Dziewczyno... Wiele krajów dawnej Europy, wiele rodzin nią rządzących miało więcej pieniędzy niż wszyscy Żydzi razem wzięci. Nie sztuka jest wydawać pieniądze, sztuka jest wiedzieć na co wydawać...

- Czy aby mieć pieniądze, to naprawdę trzeba się dobrze uczyć?

- I tak i nie. Wielu z obecnych multimiliarderów nie ukończyło szkoły średniej. Być może urodzili się praktycznie mądrzy a nie są Żydami.

- Wiec nic nie rozumiem...

- Hipokryci socjologowie i cała ta banda od słodzenia o godności człowieka śpiewają, że ludzie są równi. Ludzi równać można jedynie centymetrem... Ludzie rodzą i durni i genialni. To prawda, że nauka pomaga.

- Najlepsze stopnie u nas, w Vancouver maja Chinole i Hindusi. Dzieci tych emigrantów.

- Podobnie jak w Stanach Żydzi. Praktycznej mądrości nie szkodzą dobre wyniki w nauce...

- Ale miało być o zarazie...

- Będę się powtarzał, gdy zacznę jeszcze raz...

Z czasem Stany Zjednoczone wzięły, jak już wspominałem, pod swoje skrzydła Izrael do tego stopnia, że uzbroiły go na równi ze sobą i pozwoliły aby Izraelczycy stopniowo wchodzili na resztki Palestyny setkami, tysiącami domów, siłą przy pomocy wojska wyrzucając Palestyńczyków z ich domów. Oczywiście, że coś takiego spowodowało opór. Utworzyły się komórki ruchu oporu i zaczął się zbrojny konflikt na co dzień. Palestyńczycy mieli proce i kilkunastoletnich chłopców, Żydzi mieli najnowocześniejszą, amerykańską broń. Palestyńczycy zaczęli otrzymywać karabiny i pociski rakietowe od jak to się przywykło określać – Syrii.

Wystrzelili rakietką na Izrael robiąc szkody w budynkach, raniąc parę osób, a Żydzi zapraszali europejską telewizję pokazując te uszkodzenia i jak przyznał się agent żydowskiego wywiadu - Mosadu celowo „pokolorywując” straty, aby mieć pretekst do rewanżu. W wyniku rewanż, bombardowań samolotami, z lufy czołgów, ginęły tysiące Palestyńczyków.

Nudne?

- Możesz dalej, bo ciągle nie wiem o zarazie...

- Arabowie powiedzieli rządowi w USA: Przestańcie traktować Żydów jak ludzi a Palestyńczyków jak podludzi, czy nie wystarczy wam, że Izrael to robi? A muszę ci powiedzieć,że pojęcie - terroryści pojawiło się gdzieś na początku lat 9O-tych, gdy Izrael od dziesiątek lat prowadził wobec Palestyńczyków formalna politykę, a rasistowska podobnej do tej w dawnej RPA. W mieście Haifa, za kolczastymi drutami Żydzi zamknęli ponad 50 tysięcy Palestyńczyków, pozbawiając ich dostępu do lekarzy, nawet ograniczając wodę. Amerykańska dziennikarka latynoskiego pochodzenia zrobiła z tego reportaż i znikła, po prostu znikła...

Rosja chciała zdobyć Afganistan, po dziesięciu latach wycofała się z mocno okrojoną dupą, a w Afganistanie za częściowo amerykańskie pieniądze powstańcy nie tylko wypędzili Rosję, ale nabrali wprawy w walce partyzanckiej, a w imię Allaha. Fanatyk żołnierz jest nie do pokonania.

Amerykanie weszli do Iraku NIS po ropę naftową, bo Irak NIC innego nie miał na sprzedaż i bardzo chętnie sprzedawałby Ameryce, ale z wyraźnego polecenia Izraela, a konkretnie niejakiego Szarona.

- To jest niemożliwe. Nikt tak nie mówił.!

- Masz na myśli media? Kandydat na prezydenta USA Patrick Buchanan w wywiadzie do gazety USA TODAY w 2003, nie tylko to potwierdził powołując się na podsekretarza stanu Johna Boltona, który właśnie od Szarona otrzymał instrukcje zniszczenia Iraku „a po drodze reszty”...

Terroryści wyrośli jak grzyby po deszczu, ale... Cały czas kraje arabskie prosiły, tak, prosiły Stany Zjednoczone, aby te nie pozwoliły na fizyczną, faktyczną eliminację Palestyny, a nikt nie podniesie ręki na Amerykę...

Zaraza? Kto, w jakim celu? Nie wiem i nigdy się_ nie dowiem, mogę jedynie powtórzyć po mądrzejszych ode mnie, że istnieje Centrala, która ma plany dominacji nad światem, a im mniej na nim ludzi tym łatwiej.

Ty wiesz tyle czym nakarmią cię media, więc... „Jeżeli my nie zabijemy terrorystów na ich terenie, to oni nas zabiją na naszym”...

- No, tak...

- A niby jak? Iran przyleci do Ameryki, czy może powstańcy z Pakistanu? 11 września 2001 dwa samoloty uderzyły w WTC, w górnej części, gdzieś na poziomie 80 piętra, a budynki wybuchały w środku ich części, jak wysadzane i tak „siadły” jak podczas wyburzania...

Gdy zabraknie terrorystów to ich stworzymy, aby trzymać durnego robola w przekonaniu, że go bronimy przed terrorystami... Jeszcze raz genialność Centrali. Tylko gratulować i zazdrościć.

- Gratulować?! Mark o czym ty mówisz! To jest straszna pułapka!

- Oczywiście, że jest, ale czy to znaczy, że nie genialna?

- Wole zmienić temat. Czy w Stanach macie problem z Indianami?

- Problem z Indianami mają Indianie, ale cokolwiek nim jest to Rada Plemienna, tak zwany Tribial Council, załatwia wewnętrznie, a bo co?

- Bo my w Kanadzie mamy problem z alkoholizmem Indian i narastającą ilością samobójstw wśród indiańskich małolatów.

- Dziwisz się? Zabraliście ich dom, a co daliście w zamian? Nie powiesz mi, że cywilizację białego człowieka.

- Jednak cywilizacje.

- Tak? Zastanów się Kristi, pomyśl. Chyba widzisz do czego ta cywilizacja doprowadziła... Tak się biały człowiek starał być coraz genialniejszy, że wymordował się wzajemnie. A ilu Indian wymordował przedtem...

Minęły tysiące lat i tutejsi Indianie nie doprowadzili ani do zaraz, ani jakiegoś kataklizmu, jak to zrobiła cywilizacja białego człowieka. Że według nas byli prymitywni? Ale żyli! Rozumiesz, żyli a z nimi żył ten las i cała natura.

- Ty też korzystałeś z tej cywilizacji.

- A miałem wybór? Ucz się, kończ studia, pracuj, bo inaczej zdechniesz na ulicy. A czy tak daleko odskoczył człowiek od Ziemi? Zatruł ja i mamy się powtarzać. Jak dziewczynki, humor poprawił siej?

- Staram się je zrozumieć, ale byłam nastolatką dość dawno i w innym świecie niż ich. Kolega ze studiów jest rasistą i wyjątkowo nie lubi Indian...

- Znowu wracamy do tematy.

- Posłuchaj ohydnego dowcipu, który wielu Kanadoli powtarza bardzo poważnie... Oto jak rozwiązać problem Indian w Kanadzie: Na dworcu kolejowym, postawić pociąg z alkoholem i dać Indianom pistolety...Sami zlikwidują problem z Indianami... Kevin...

- Powiedziałaś Kevin? Na pewno Irlandczyk.

- Skąd wiesz?...

- Irlandczycy mają trzy podstawowe imiona dla facetów: Kevin, Patrick i Brian, a dla kobiet Kelly, Katlyn i Mary. Chcesz wiedzieć, kto pije więcej od Irlandczyków? Być może Rosjanie, ale to tylko być może.

Pewno dumny jest z ojczyzny jego rodziców. Szkoda, że nie spotkasz g,o bo byś mu powiedziała, że zanim milionerzy amerykańscy ulokowali pieniądze z elektroniki w Irlandii, to ta wyspa była jak smród i nędza. Kartofle, kapusta i wóda. Jedyny „przemysł” to emigracja do USA, a cały czas biadolenie, że Anglia daje za mało... zapomogi, a dawała przez setki lat. Rozrywki? A były...

Do kościoła, po kościele do pubu, po pubie do domu bić żonę i znowu do pubu... Irlandia chyba jako jedyny kraj w Europie nie dała absolutnie nic do wkładu w kulturę europejską. George Bernard Shaw, wspaniały pisarz, był co prawda Irlandczykiem, ale całe życie spędził w Anglii, nigdy nie afiszując się swoja irlandzkością...

- Coś jeszcze?

- Nie obrazisz się?

- Niby dlaczego, że pytałaś o takie sprawy?

- Właśnie dlatego... Bo, wiesz one mnie naprawdę nie interesują, ale Kasia powiedziała, że ty lubisz robić wykłady, więc na pewno zrobię ci przyjemność pytając... Czy miała racje?

- Kasia ma zawsze racje.