Rozdział XI "NUDA?..."
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   

NUDA?...

- Nic się nie dzieje, zaczyna być nudnie.

- Ja mogę mieć taką nudę do końca pobytu, tutaj, w tej niby nudzie

- Ja się zgadzam z Kasią...

- My też! My też!

- Co się stało? Chore jesteście, że taka zgoda.

- Flo uważa, że nie mamy koleżanek, więc ja dla niej jestem jak koleżanki.

- A ona już mnie nie nazywa dzieciną...

- Taka rodzinka to albo do kreskówki dla maluchów, albo do opowiastki też dla takich, bo starsi nie uwieżą.

- Powiedziałeś, że opowiastki, opowiedz coś, Kasia mówi,że ty uwielbiasz mieć słuchaczy...

- Skoro tyle mówi, to niech ona coś opowie.

- Wiec powiem wam, że wczoraj, to znaczy dziś w nocy mieliśmy wizytę, chyba niedźwiedzia. Śnieg zasypał łapy, ale zdążyłam zobaczyć były jak Loli i Złotka razem wzięte i jeszcze coś.

- Niemożliwe! Psy nic nie wyczuły?

- Spały i śniły wczorajsza wycieczkę. My zrobiliśmy na rakietach chyba dziesięć kilometrów, ale w prostej linii, one obiegły pół parku, wiec po kolacji padły, Golden Boy nawet chrapał i obudził mnie. Wstałam, ale okno zamarznięte. Tak, to było coś dużego. Może puma.

- Puma nie ma takich łap, nie jak dwie psie, jeżeli niedźwiedź, to nie jest dobry znak. Chyba wyczuł dym z komina w nim słodki zapach smażonej ryby. Gdy niedźwiedź raz poczuje źródło żarcia, to będzie cierpliwie czekał na okazję.

- To co zrobimy?

- Nie wiem, w tej sytuacji nie ma mądrych. Trzeba będzie go jakoś wystraszyć. Niestety naboje do dubeltówki są największego rozmiaru.

- Mark, czy nie mówi się kalibru?

- Nie, Flo. Okrągły śrut nie ma kalibrują, lufa w dubeltówce też nie jest jak w karabinie. Ale co ci przyszło do głowy?!

- Kiedyś w telewizji mówili o kalibrach... Nie musisz pytać, bo wiem co chcesz zapytać...

- Nie możesz wiedzieć...

- Właśnie, że mogę, a chciałeś zapytać czy nie tęsknię za telewizją, zgadza się?

- Flo... Jesteś genialna i tyle.

- Tyle? Tyle to ja sama wiem...

- Czy ktoś może dać jakieś zajęcie temu człowiekowi płci nijakiej

- Nijakiej! Już nigdy nie pomogę ci łowić ryb! Przysięgam!

- Wiec cofam i dodaję, że nie zazdroszczę temu chłopakowi, który odważy się zająć twoja uwagę. Ale wróćmy do niedźwiedzia. Trudno, trzeba będzie strzelić mu wysoko nad głową... Powinien zrozumieć, że nikt go tu nie zaprasza.

- Ale jeżeli jakiś śrut?...

- Nie będzie jeżeli. Śrut pójdzie w czubki świerków. Innego sposobu nie widzę. Oto atrakcja wczasów w naturze.

- A nie jest to w kinie...

- Nie, Kristi nie jest. Lola i Golden Boy jeżeli zwęszą niedźwiedzia, to może być po psach. Mogę jedynie liczyć, że to był czarny miś. Taki ucieknie od psów na drzewo. Brunatny może też będzie uciekał, aż mu się znudzi. Wtedy może być tragicznie. Kolczatki nie pomogą.

- Okej. Od dziś psy wychodzą tylko na wybieg by zrobić swoje.

- To będzie dopiero nuda dla nich...

- April, pomyśl o psach w mieście, mieszkających w apartamentowcach. Wychodzą na spacer, dwa razy dziennie, te największe, niby groźne wychodzą na smyczy.

- Kristi... Myślę o obozowisku, jak dziewczynki radzą sobie... czy chcesz o tym rozmawiać, czy może ciągle za świeże...

- Kati, nawet trzeba o tym rozmawiać, tak jest lżej niż dusić w sobie.

- Jest zima a mają tylko adidasy i letnie ubrania, z bielizną jest podobnie jak u nas. Mówiłaś, że Bet potrafi upolować, ale w czym pójdzie przez śnieg...

- Bet ma dyplom przetrwania w każdych warunkach i terenie. Dlatego nie rusza się bez takich butów jak wasze i zawsze ma termiczną odzież. Kiedyś tylko z nożem potrafiła przeżyć miesiąc na Alasce, bez kontaktu z zewnątrz, bez pomocy.

- Zima?...

- Zgadzam się, że w lipcu miała łatwiej, ale teraz pomoże nie tylko sobie. Bielizna, ubrania? W namiotach są prześcieradła, koce, poduszki. Dziewczynki mają igły i nici, bo to było obozowisko z profilem właśnie takiego, surowego przetrwania.

- W namiotach i z budynkiem jak duży dom?

- Mark, nie zapominaj, że to są jeszcze dzieci, tylko kilka dziewcząt jest jak April lub Lori.

- Mydlisz, że Larry mówił o Lori, wtedy...

- -Obawiam się, że tak. Mieliśmy sporo problemów z tą dziewczyną, była bardzo rozbudzona, imponowała młodszym.Żywność? Ten budynek każdego roku miał kolejne tury harcerek i był dobrze zaopatrzony w suchy prowiant, mąkę, olej, takie rzeczy. Bet zadba o mięso, więc nie obawiam się, że będą głodne.

- Czy one też nie będą się uczyć, tak jak my?

- Zmartwię cię April. Przecież wiesz, że w świetlicy jest dość papieru i długopisów.

- Ja uważam, że musimy do nich pojechać, prawda Mark?

- Tak, zgadzam się, ale wtedy skończą się wakacje bez nauki...

- Ale pojechać tylko w odwiedziny. Chcę zobaczyć się z Megan, to jest moja najlepsza przyjaciółka, jest silna, kiedyś nawet obroniła mnie przed Lori, gdy ta chciała zdjąć mi majtki...

- Czy zanim Lori dołączyła do was, ktoś miał z nią więcej niż tylko zdawkowe rozmowy?

- Każda z dziewczynek przeszła przez selekcję, ale Lori to urodzona czarodziejka, potrafi zrobić z siebie naiwne dziecko, jest genialna, a jak kłamie...

- Czy myślimy o tym samym?...

- Ciąża zgwałconych?...

- Właśnie...

- Kati, nawet jeżeli to czy coś pomoże, gdy będziemy się martwić? Helen to mądra kobieta. Wiem... Wiem... Jeżeli i ona? Dlatego Mark powinien nie łamać im łapy i nogi ale zabici jak jadowite żmije!

- Sorry, nie potrafiłem. Czy naprawie? Jeżeli tu przyjdą to już powiedziałem co zrobię. Jest problem z odwiedzeniem obozowiska.

- No tak, droga jest zablokowana.

- To tylko część problemu. Blokada nie pozwoli bandziorom dotrzeć do obozowiska. Raz, że teraz nie mają samochodu, a nie wierzę aby całe miasteczko dało się sterroryzować Larremu i grubasowi. Fakt, mogą kupić samochód i czekać do wiosny. Blokadę kilka silnych rak może kamień po kamieniu zlikwidować.

- Ale oni nie maja całkiem sprawnych rak, powiedziałeś...

- Za forsę mogą namówić kilku facetów, w co jednak wątpię. Bo ludzie w miasteczku boją się, kontaktu z obcymi.

- Czyli?...

- Czyli pozostaje następujący problem: Ja w drodze do obozowiska i oni czekający, aby mnie ustrzelić, jak kaczkę na wodzie. Proste, wmówią ludziom w miasteczku, że jestem chory...

- Ale ludzie...

- Co ludzie... Przecież nie znają skutków zarazy, nie wiedzą, czy zarażony może żyć aby zarażać innych. Łatwo im wmówić, to co chcą słyszeć. Nie można dojechać do obozowiska nie przejeżdżając przez miasteczko, bo z niego odchodzi droga, jakaś droga.

- Zapomniałeś o pułapce, która wykopaliśmy.

- Nie zapomniałem. Cztery grube pieńki i ciężarówka przejedzie.

- Czy to znaczy, że jesteśmy może nie tak daleko do obozowiska, a równocześnie bardzo daleko?

- Tak, Kasiu, tak właśnie jest. Kolejna sprawa, to należy przenieść jedzenie do domu, a w składziku zostawić tylko ryby, bo tam jest nie lodówka lecz zamrażalnik...

A jak sobie radzicie z wodą, z prysznicem.

- Czy ty jesteś z księżyca? Przecież myjesz się, prawda? Śnieg daje tyle wody ile chcemy. Oszczędzać trzeba tylko na mydle, ale już mamy sposób.

- Wietrzyć więcej, a myć mniej?...

- Bardzo śmieszne, tylko facet może coś takiego powiedzieć.

Jest inny problem i nazywa się po prostu... obstrukcja. Wiem, że mamy mało ruchu, ale jadłospis jest ciągle taki sam.

- Kristi, co radzisz.

- Nie będzie to smaczne, ale jest tylko jedne lekarstwo, jeżeli tak to mogę nazwać. Trzeba będzie korę brzozową rozdrobnić na malutkie kawałeczki, zaparzyć i łykać. Powinna przeczyścić...

- Czy to wypróbowany sposób, nie zatrujemy się?

- Jest wypróbowany z korą klonu, tego z którego mamy syrop klonowy. Brzoza? Masz racje, nie znam, nie wiem czy ma toksyny, nie powinna, ale...

- Od jutra szukamy klonów. Chyba na drugim brzegu strumienia mogą być, bo tam drzewa zgubiły liście. Problem w tym ,że bez liści nie poznam drzewa. W Arizonie ich nie było, z Kalifornii nie pamiętam, ale czy nie mają bardzo gładkich pni, jakby bez kory?

- Tak, a każde drzewo ma korę.

- Wiecie... Słucham naszej rozmowy i nie mam świadomości, że to my, że garstka ludzi ocalona od zarazy, w dzikim pustkowiu zastanawia się jak poradzić z obstrukcją... To nawet nie nadaje się do scenariusza kiczowatego filmu, nie uważacie?

- Kasiu, masz pięć. Taka mała sprawa, a nie powiedziałem, że śmierdząca.

- Mark... bez detali!

- Chcę powiedzieć, że nie ważna sprawa, a bez kory klonowej jest problem. Wyznaczam nagrodę: Pierwsza która znajdzie klon zwolniona jest od sprzątania przez tydzień...

- Czy mówisz o sobie?...

- A kto rąbie drewno...

- Rąbał, Mark, rąbał, prawda?

- Zgoda, ale ko przypnie do drzewa tych gnoi, gdy na wiosnę odwiedzą nas, no kto?

- Zwalniamy cię od sprzątania...

- April, chcesz się założyć?

- Niby o co.

- O dwa tygodnie bez sprzątania, że pierwsza znajdziesz klon...

- Ale super zakład! Jasne, że tak, a jak to drzewo wygląda? Czy możemy szukać już dziś?

- Dziś nie, bo jest późno, a drzewo jak słyszałaś ma bardzo gładki pień, chyba jako jedyne, przynajmniej tutaj.

- Czy ja też mogę się założyć?

- Sorry, Flo, ale jeżeli pierwsza znajdziesz, to też masz ulgę...

Co to znaczy niechęć do pracy... Potrafi nawet największego lenia zmusić do ciężkie. Nonsens? Może, ale nie było nim brodzenie w śniegu w lesie, gdzie rosły głównie drzewa iglaste. Mark, a właściwie Kasia i Kristi zrobiły prowizoryczne, ale skuteczne rakiety śniegowe bardziej przypominające mini narty, a adidasy dziewczynek „ubrane” w otulinę z koca pozwalały na kilka godzin suchych nóg.

April wygrała zakład... Już na drugi dzień fizjologia wybrańców losu wróciła do normy.

Czy jedynie straszył mówiąc, że Larry i Ben wrócą wiosna? Czy gdyby był na ich miejscu, to pozwoliłby żyć świadkom, a nie trzeba geniusza kryminalistyki, by wiedzieć że najlepszym świadkiem jest martwy świadek. A przecież dochodzi poczucie maksymalnego zdołowania, ból okaleczenia przez jakiegoś faceta o elokwencji nie pasującej do sytuacji... Tak, nie miał wątpliwości, że zwyrodnialcy zrobią wszystko by „dokończyć”...

Pułapka... Oczywiście, ale będzie to jedynie gra na czas. Lecz czy nie zastawił pułapkę na samego siebie? Jeżeli samochód bandytów ugrzęźnie, a na pewno sami go nie wyciągną to skutecznie zablokuje drogę, dlatego nie tylko w vanie musi co jakiś czas zapuszczać motor. Ciężarówka potrzebna będzie do wyciągnięcia. Tak, w pierwszy dzień bez śniegu następny „tunelik” do ciężarówki, ale już dziś trzeba ją zaparkować jak najbliżej.

Potężny silnik zaskoczył. Co to znaczy duża ósemka i ponad 300 koni zwłaszcza, że mądry producent włożył pod maskę gruba otulinę wiedząc, że Ford będzie służył i w śnieżnym klimacie północy Stanów.

A jednak... Czy rzeczywiście potrafi zabić, a zwłaszcza może nawet dobić by „wysuszyć” bandytów na drzewach jak im obiecał.

Ty durniu, nakręcaj się nakręcaj tak dalej, a to oni cię wysuszą... To nie jest opowiastka dla małej Flo o oceanie grozy, to w ogóle nie jest żadna opowiastka tylko prosta sprawa - zabij albo będziesz zabity.

Prosta? Może dla kogoś kto pisze właśnie takie opowiastki. Czy ten grubas zasłużył ma śmierć, czy działał bo nie można inaczej, gdy się jest w grupie silniejszych, nie tylko fizycznie... Ale jeżeli i tym razem będzie obok Larrego, a przecież może odmówić, przecież Larry sam nie zdecyduje się, więc. Więc musi umrzeć i przestań się już rozliczać...

Z budowa tunelika do ciężarówki musieli czekać. Długo.

Śnieg i wiatr utworzyły wydmy, nie wiadomo dlaczego nazywane zaspami, wysokie na parę metrów. Śnieg miał dość takiej pracy, ustąpił zimnu, a te ścięło zaspy na twardość kamienia.

- Biedne zwierzęta...

- Kasiu... W Arizonie były biedne, bo za gorąco, tutaj, biedne bo za zimno, one nie znają innych warunków.

- Biedne i tak...

Gdzie teraz są tak zwani entuzjaści białego szaleństwa... Bo że szaleńcy, to nie ulegało wątpliwości, przecież tłumaczył im, że klimat, w którym człowiek aby nie umrzeć musi mieć bardzo ciepłe ubranie i ciepły dom, NIE jest klimatem dla człowieka!

- Bo ty nie lubisz nart. czy wiesz jaką...

- Jaka twoja dupa będzie zimna, gdy nie na nartach, ale na przykład rozkraczysz się samochodem gdzieś, na nijakiej drodze, a zima przypomni ci moje słowa? Jak myślisz jak zimna będzie? Powiem ci jak, aż do zdechnięcia.

- Tak myślą psychicznie chorzy...

Architekt Hank był jednym z tych białych szaleńców, nie ze względu na kolor skóry. Rozwiedziony, ładowany również i hormonami, regularnie zabierał na zimno-gorące uciechy często o 30 lat młodsze a chętne.

- Hank, mam dla ciebie dobra i złą nowinę o mrozie, wybieraj.

- Wydaje ci się, że zmieniłeś rasę przez koszykówkę?

- Jako pierwszy grzeczny w politycznej poprawności, powinieneś wiedzieć, że to jest rasistowski koment. Ale, że jesteś hipokryta, to taki komentarz mnie nie dziwi. Nie wybrałeś, więc?

- Jeżeli się odpierdolisz z wykładami o zimie to zgoda. Dawaj złą.

- Zła jest oczywista. Potworny mróz może cię dodupić na śmierć.

- Więc gdzie jest dobra?

- Dobra jest w tym, że zanim umrzesz to poczujesz błogie ciepło, taką cudowną, rozleniwiająca senność i ciepło...

- Przestań tyle czytać i tak już zanudzasz ludzi.

- Nie, Hank, ja tak czułem dwa razy, jako dziecko na Syberii i dwa razy z takiego ciepła wyrwała mnie moja matka.

- Oh, God! Tak naprawdę jest?

- Jest, Hank i to jest ta dobra wiadomość...

Coraz dalej odchodzili znajomi. Coraz mniej potrafili samodzielnie wypowiedzieć nawet najprostsza myśl. Nie musieli. Media myślały za nich. Jeżeli codziennie widzą i słyszą prezenterów ułatwiających im życie podawaną papką, której nie muszą gryźć, to po co się wysilać, gdy życie z każdym rokiem zmusza do coraz szybszego biegu pokazując przed nosem coraz to nowa marchewkę premii, urlopu. Właśnie, urlopu. Jedź durniu, naładuj akumulatory, wracaj by jeszcze szybciej biegać.

Kiedyś głodno myślał wprawiając znajomych w zakłopotanie takim pytaniem: Do czego rodzi się człowiek...

- Mark,jak tak możesz myśleć, przecież dzieci...

- A więc rodzi się aby mieć dzieci, a one swoje dzieci, a one swoje... A cały czas biegnie, aby nie odpaść ,aby wybiegać co? Pełny żołądek, bo właśnie tylko to potrzebne jest do biegu.

Studia, sukcesy? Olbrzymi procent ludzi nie ma ani jednego ani drugiego, ale czy to znaczy, że biegają wolniej? A gdy przestaną? Aaa, kwiaty i miłe słowa kończą bieg, nie wszystkich, bo wielu ma tylko dołek w ziemi, tym razem na pewno własny...

Teraz nie miał kogo zanudzać. Przeciwnie, trzymał złe myśli dla siebie, ale jak mógł się nie „nakręcać”, gdy kolejna noc przynosiła zimną logikę konkluzji nawet pięciu lat wyczekiwania, bo...

Bo wrócą, naturalnie do Stanów, jako kto? Jako ci z kilkuset milionów planowo ocalałych. Do czego, do dziurki w nosie i łańcucha? Przecież nie może być inaczej. Przecież właśnie dlatego ta zaraza. Fakt, pozostanie mu kilka lat życia żeby co?Przecież już nie będzie broni palnej dla obywatela. Centrala od wielu lat organizowała pseudo konspirację „białych ekstremistów czyhających na Waszyngton”... Telewizja tryumfalnie pokazywała takich jako jeszcze jedną doskonałą akcję FBI.

Ciekawe, że na tym się kończyło, bo nie pokazywano sadów, procesów, wyroków. Oczywiście kogo, własnych ludzi?... Ale obywatel miał coraz ciaśniejszą pętlę dla jego i dobra i bezpieczeństwa jako, że wróg nie śpi. Było to żywcem ściągnięte hasło z propagandy w Związku Radzieckim. Czyżby ta sama ręka? Gówno ręka! Każdy może być ręką, ale kto nią kieruje...

Gdyby prezydent Reagan, żył to z pewnością, doczekałby się nalepek nacjonalisty, faszysty, a przy okazji antysemity do kompletu. Dlaczego?

Pokolenie o 30 lat młodsze od Marka nie ma pojęcia co powiedział Ronald Reagan w dniu swojej inauguracji na prezydenta... Powiedział o wojnie w Wietnamie: „Wojna, której liberałowie i lewicowy Congress nie pozwolili nam wygrać”...

Więc wrócą, Kasia, Lola i Golden Boy, a Kristi i dziewczynki? Wrócaądo kogo. A ich koleżanki. Przecież w Vancouver nie będzie inaczej. Już nie mają rodzin, czy więc pozostaną ich rodzina? Kto je wykarmi, kto w ogonie wykarmi. A może Centrala pomyślała i o tym, więc będą „garkuchnie”, aby podwładni mieli siły biegać.

A ten dom... Już nie będzie można do niego wrócić, bo na pewno ktoś inny zajmie, tak, jak teraz oni. Zresztą, wrócić do czego...

Pięknie, durniu, po prostu pięknie, myśl tak dalej. Masz szczęście, że twoja partnerka życiowa jest mądrzejsza, że nawet gwóźdź potrafi lepiej wbić, wiec przynajmniej zachowaj siły tam, gdzie ani ona, ani Kristi czy dziewczynki nie dadzą rady. Pomyśl jak udekorować choinkę, bo Święta jak wynika z nacięć na ścianie, powinny być już za rogiem... Kalendarz nacięć... Każdego ranka robił następne, a Flo powiedziała, że to chyba on wymyślił powiedzenie o potrzebie, która jest matka wynalazków.

Flo przerażała go niesamowicie logiczną dorosłością rozumowania. Miała genialną pamięć i wystarczyło by tylko raz opowiedział coś, a potrafiła nawet po długim czasie prawie dokładnie powtórzyć. Co za ogromna strata dla ludzkości, bo mała nigdy nie wykorzysta tego. A może jednak za wcześnie wydajesz wyrok. Ciesz się, że nie masz rozkosznie durnego nastolatka. Wystarczy, że

April zanudza cię pytaniami o pięć lat do przodu... Masz na szczęście Kristi. Ale czy ona nie ma swoich „myśli”?...

Durniu... Skoro zakładasz najczarniejsze scenaria, to może warto abyś założył w drugą stronę? Kto powiedział, że zaraza wymorduje wszystkich, którym sznureczki spuszczające zarazę są tak samo niemiłe jak tobie?

Przecież nie wszyscy zginęli, przecież na pewno nie zginęła, Nie „zepsuła się” broń palna tak powszechna w każdym domu, nie tylko tam, gdzie mieszkałeś. Może właśnie teraz ludzie chwycą za nią, a wiadomo, zarazą nie stłumisz rewolucji. Wojsko, policja, gwardia narodowa, czołgi? Nie tym razem.

Zaraza nie wybierała, a ci co ocaleli nareszcie,n areszcie przejrzeli na oczy, nawet gdy do tej pory wiernie wpatrzone w sznureczki Centrali...

Nie na darmo mówi się, że kij ma dwa końce. Religia chrześcijańska oddała ludzkości ogromne zasługi, ale głównie w dziedzinie sztuki, architektury, zabytków. Równocześnie, choć co prawda z różnymi skutkami, próbowała otumanić, uzależnić ludzkość „mądrościami” jak: Pokorne ciele dwie matki ssie, lub, a dosłownie: Ora et labora, czyli módl się i pracuj ty robolu.

Każdy rolnik wie, że najpierw umiera z głodu właśnie pokorne ciele, ostatnie do cycka matki.

Ale religia również powiedziała, że ten kto mieczem wojuje od miecza ginie, co w zamierzeniu miało wytracić miecz z ręki człowieka niezadowolonego z „ora et labora”...

Więc widzisz... Nie wszystko stracone, a co zapomniałeś o tuneliku do ciężarówki, to teraz masz dwumetrowy zaspę...

Nie było świątecznego nastroju. Nie było świecidełek, zakupów, całej tej pseudoreligijnej atmosfery wydawania pieniędzy. Co roku była podsycana cwaniakami z handlu, którzy między sobą, mówili, że okres świąteczny to „miękka poduszka na której mogą siedzieć przez resztę roku”...

Osobnym cwaniactwem były tak zwane świąteczne przeceny w sklepach. Naiwni widząc, nawet 70% obniżki cen kupowali jakby od tego zależało ich życie. Tymczasem handel genialnym cwaniactwem już w końcu sierpnia nieznacznie podnosił ceny. Było to niezauważalne z zasadniczego powodu. Koniec lata oznaczał powrót do szkoły, a wiec wydatki typowe, naprawdę potrzebne i nikt nie zwracał uwagi, że czy to biżuteria, czy szmaty duchowe maja inne ceny. Koniec lata to również powrót z urlopów, a wiec z pustym portfelem. Jednak już w październiku sklepy podnosiły ceny dużo wyżej, ale jeszcze nie aż tak by alarmować, kto w październiku robi świąteczne zakupy pomimo, że sklepy już udekorowane. Listopad to kolejny skok cen i wreszcie, gdy handel podniósł ceny nawet na 500% (biżuteria, towary luksusowe, ale nawet obuwie, odzież) to sklepy łaskawie spuszczały ceny o 25, 50 a nawet 75%, aby zarobić w najgorszym przypadku 100%, a wcale nie wyjątkowo do 400%. Z przecenami dla nieświadomych roboli.

Czy to też wróci? Przecież sklepy muszą być' nawet w epoce kamienia łupanego istniał handel wymienny.

Słyszał o sobie, że jest człowiekiem sukcesu. Były w tym dwie prawdy:

Pierwsza to... Kasia, partnerka na życie jaką można spotkać chyba tylko w wyobraźni literackiej. Ta była prawdziwa, ale to mało... Potrafiła z wręcz anielską cierpliwością tolerować jego choleryczne wybuchy. Prowadziła domm, a przecież tak jak on zawodowo pracowała.

Drugim sukcesem było... zajęcie pierwszego miejsca w lidze Walnut - Diamond Bar, w Kalifornii. Grali w niej byli profesjonałowie z całego świata z najlepszych klubów Europy i Ameryki Łacińskiej.

Założył zespół Eagles. Kilka drugich miejsc w tym za grę w innym klubie LAPD, czyli policji, który zaprosił go na grę po sezonie. Policja jak to policja, długie nocki, ciut za dużo z butelki i grali w dziewięciu, dobrze gdy w dziesięciu. Do przerwy można było utrzymać zero:zero, ale gdy przeciwnik wprowadzał świeże siły przegrywali zero do jednego. To były sukcesy uwieńczone drugim miejscem. Ale... Był czerwiec 1986 i jego Eagles wygrywali mecz po meczu. Kapitanował i grał na środku pomocy. Przyszedł finał... Kasia w barwach klubu, czyli żółta spódniczka i bordowa bluzka i do przerwy Marek i jego „chłopcy” prowadza cztery zero. Nic tylko „cace walk” czyli słodziutki spacer. Ale... W pierwszej miniecie po przerwie piłka odbija się od kępy trawy, mija bramkarza i już jest jeden cztery... Zaraz potem Niemiec, były gracz z Dortmund, dostaje piłkę na woleja i z ośmiu metrów wybija palce naszemu bramkarzowi... 2:4.

Przeciwnik, a jest złożony głównie z niemieckich i holenderskich zawodników, strzela przepiękną bramkę głową, autorstwa Holendra z Ajaxu... 3:4... Jest pięć minut do końca i już jest 4:4.

Eagles nieomal w rozsypce.

Wówczas Jan Book, Szwed z FC Malmo, mówi: „Mark, przerzuć loba pod ich bramkę, a ja palcem w ziemie, że ich bramkarz złapał piłkę poza polem bramkowym...”

Sędzia dał się nabrać... Mur zawodników... Mała „szczelina” w murze i resztki głosu Kasi krzyczącej prywatnym... „Puchatek nie daj się!”... Wiedział, że musi trafić w tą szczelinę. Trafił. Te 5:4 będzie pamiętał jako najpiękniejszą kombinację sportowych cyfr...

Miał wówczas ile lat? Wystarczająco, aby znajomi kpili, że powinien nie w piłkę grac, ale dziękować Bogu, że może biegać. Kpili z tego sukcesu przygadując, że widocznie nie ma innych problemów.

Gdzie są teraz koledzy z boiska... Zaraz po sezonie Jan Book wyjechał do Dallas. Meksykanin Gilberto, kiedyś z Chibas Guadalajara, który na środku obrony wymiatał piłki i pokrzykiwał... Nadie pasa! Czy wrócił do Meksyku? A Peter, Szkot,co z nim? Planował jeszcze rok dwa, tak tęsknił za wilgocią rodzinnego kraju, czy wrócił...

To byli ludzie młodsi o dwadzieścia lat, nawet ci o dziesięć, dziś ciągle dużo młodsi. Dlaczego musieli zginać. A może któryś ocalał i może już nie wyczynowo ale ot, tak, kopną piłkę...

Razem...

Tak właśnie musisz myśleć, takimi myślami dzielić się z Kasia, która może śpi spokojniej, co nie znaczy, że nie widzi czerni... Nie ma czerni! Jak długo jesteśmy razem, nie ma! Wystarczy spojrzeć w miodowo-złote oczy psa, by zobaczyć w nich ogromną wiarę w ciebie. Nie możesz zawieść takiego zaufania.

Człowieka możesz oszukać zasłodzić elokwencją, niejeden uwierzy, ale nie psa. Dla psa musisz być konkretny i nie słowami.

Człowiek biorąc zwierzę, ptaka, jakieś stworzenie nie zdaje sobie sprawy, że oto raptem ma nieomal boska władzę, że jest panem życia i śmierci. Nie da zjeść, nie da wody, to stworzenie umrze, ale człowiek tak nie myśli. Człowiek słyszy... - Mami - mami, kup mi pieska... Mami kupuje szczeniaczka. Jest taki słodki, prawda, taki przytularski, ale coś się zmienia... Szczeniaczek ząbkuje. Czy inaczej niż człowiek? Tak, ale pies nie powie... Kochanie, Krzysio zaczyna gryźć, weź i wyrzuć bydlaka na ulicę, przywiąż do drzewa w lesie, wyrzuć z samochodu, prawda?

A mały piesio musi gryźć, po prostu, więc co ma pod ręka to na ząbki i Krzysio płacze... Los piesia jest przesadzony.

Ty, który w Boga wierzysz, Ojca wszystkich stworzeń, który tak pięknie mówisz o szlachetności, a zakładasz psu łańcuch obyś kiedyś konał tak jak stworzenia które zamęczyłeś, a 

które...przebaczały ci gotowe lizać twoją, okrutną rękę!

Obyś z łańcuchem, głodny, bity tak długo się męczył, jak długo ty męczyłeś, bezkarny. Bo przecież pani Kasiu... na świecie jest tyle głodnych dzieci, prawda? Nakarmić je, aby mogły spłodzić następne...

To prawda, że niedźwiedź jest jednym z uprzywilejowanych stworzeń. Ma luksus przespania najgorszej pory roku. Byli niedźwiedziami... Może to brak tlenu, brak ruchu, gdy nawet rakiety śnieżne nie pomagały, ale spali dłużej niż zawsze. Znanym jest spanie nastolatków, niezrozumiałe przez dorosłych, bo aż do południa. Dorośli po prostu zapomnieli samych siebie w ich wieku. Teraz długi sen był błogosławieństwem, bo nastolatki nosiły w sobie „tykającą bombę zegarowa”. Niemożliwe, aby nie wybuchła...

Jeszcze nie tak dawno dziewczynki miały wszystko co tak zwana cywilizacja oferowała ich pokoleniu. Teraz bez e-maili, bez esemesów, bez myszki, komputera, jedynie cudem jakimś nie ogłosiły rewolty. Dorośli mogli żyć wspomnieniami, ale one dopiero takie budowały... Nie miały banku wspomnień, aby czerpać z niego, rozwijać, dodawać. Dość powiedzieć, że nie miały umiejętności samodzielnego myślenia, bo wszystko co je otaczało było tak spreparowane, aby łykać bez rozgryzania. Aby bawić i nie pozwalać myśleć.

Sznureczki pociągające ruchy polityków decydujących o życiu dorosłych zadbały o nie mniejsze ogłupienie najmłodszych obywateli.

A jednak... Czy było to coś nowego w historii ludzkości. Czyż Rzymianie nie mówili, że nic nowego pod słońcem, a ci którzy już wtedy tak samo pociągali za sznureczki wiedzieli, że gdy dadzą tłumowi chleb i igrzyska to tłum będzie cicho.

A może ,to nie żadna Centrala tylko po prostu chęć władzy jednego człowieka nad drugim. Coś się zmieniło? I to jak! Prymitywny miecz zastąpiła siła genialnych kłamstw w mediach...

W Stanach już od dziesięciu lat Centrala chce wyeliminować chrześcijaństwo, jako najtrudniejszą przeszkodę. Są to na razie małe kroczki , ale Centrala jest genialna i wie, że przyzwyczajenie jest druga naturą, dlatego zaczęła od zabronienia ekspedientom sklepów, urzędnikom państwowym, każdemu kto zawodowo ma kontakt ze społeczeństwem używania słowa Chrystus. Genialne... Urodzi się nowe pokolenie, które nie będzie go znało inaczej niż z opowiadań rodziców, a to nie jest to samo.

Tradycyjne świąteczne pozdrowienie Mery Christmas zastąpiono przez Happy Hollidays. Gdy Kasia i Marek na coś takiego odpowiadali... Mery Christmas to obsługa sklepów kurczyła się w sobie udając, że nie słyszy.

Już w 1999 Marek naliczył w 23 kolędach tylko cztery ze słowami Chrystus lub z akcentami religijnymi. Oczywiście królowała głupawa przyśpiewka Jingle Bell, nikomu nie przeszkadzająca, śpiewana nawet w Chinach... W 1998 roku hitem była śpiewka o babci przejechanej saniami Świętego Mikołaja... On też nie tylko, że nikomu nie przeszkadzał, to pomagał w handlu. Nawet w komunistycznej Rosji był szanowany jako Dziadek Mróz, w czerwonym ubranku, oczywiście, kolorze władzy...

Pozostawało niewiadomą jak Centrala poradzi walcząc z chrześcijaństwem (Żydowska Menora zastąpiła choinkę w Białym Domu...), gdy największy biznes handel robi właśnie w Święta Bożego Narodzenia.

Święto świateł czyli żydowska Hanukah nikogo do sklepów nie przyciągnie, podobnie jak „Święto urodzaju” niby afrykańska Kwanza, w rzeczywistości wymyślona w Nowym Yorku jako protest przeciwko „białemu świętu” (dosłowne).

Marek wyobrażał sobie jaką łamigłówkę maja wrogowie Chrystusa tłusto żyjący ze świątecznych obrotów w handlu. Jak to ugryźć!...

Ale teraz... Sklepów nie ma, a jak świat światem ten kto robił pieniądze będzie dalej robił. Czyli? Nareszcie Prawdziwa Wojna Światowa załatwiła łamigłówkę...