Start arrow Książki on-line arrow PIĄTY KOŃ APOKALIPSY arrow Rozdział XV - "JESZCZE TYLKO ROK?..."
Rozdział XV - "JESZCZE TYLKO ROK?..."
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.08.2010.

JESZCZE TYLKO ROK?...

Nie można było dłużej czekać. Pewne słowa, zdania musiały być wypowiedziane. Pierwszy rok, pierwsza wiosna, lato, były przygodą, a konieczność by stała się bezpieczną, ciepłą i sytą pomogła odsunąć myśli o nieuchronnym dniu, gdy muszą coś zrobić z takim życiem.

Zwłaszcza dziewczynki coraz częściej dopytywały się, a nie miał odpowiedzi.

Jeżeli Kasia i Marek ewentualnie mogli zgodzić się na pozostanie w lesie rozczarowani światem jaki doprowadził do kataklizmu, to młodość potrzebowała młodości, nadziei na coś więcej. Tak, można, a nawet po prostu i trzeba przetrzymać kolejną zimę, ale co dalej. Uroki i kolory kolejnej wiosny mogą zblednąć. Dom chociaż wspaniale przytulny, ciepły, bezpieczny, stawał się za ciasny nie kubaturą, ale szarością rutyny, która już nie była podnieceniem, wynajdywaniem, odkrywaniem...

Na szczęście zima pomoże zaczekać z odpowiedzią.

Tymczasem jesień jakby też spieszyła się ot, aby zbyć i do jutra... Szybko straciła kolory i nieomal przez jedną noc przepyszne bordo buków, żółcień brzóz i kalejdoskop liści klonowych, mróz pokrył szarością. Zaraz potem nadleciał śnieg sprawiedliwie wszystko zamazując bielą...

- Betty mówiła, że gdy wiewiórki więcej niż zawsze gromadzą zapasy na zimę, to będzie długa i mroźna, czy to ma sens?

- Bet się zna, a ja dodam tylko, że psy szybciej niż w ubiegłym roku zmieniły sierść. Lola ma nawet ciepłe „butki” w łapkach... Tak, możemy mieć sporo miejsca w domu, bo drewno pójdzie szybko... Właśnie...

- Ja już mam dość pracy.

- Ja też...

- Dziewczyny, rzecz nie w tym kto ma dość, ale w tym kto ma więcej siły. Mówiłaś, że twój dziadek który jest młodszy ode mnie jest stary, to znaczy był stary zanim się zrobił stary, czyż nie tak?

- Ale ty nie jesteś stary! Nigdy nie będziesz! Prawda, że nie?

- Nie wiem czy prawda, ale są dni gdy chcę, aby ktoś pomógł bardziej, bez zachęcania, rozumiesz?

- Ja też mam takie dni...

- April, nie mam „takich”, mówię o zmęczeniu. Mam tylko 75 lat, może nie już 75 lat, ale gdyby nie całe życie podnoszenia ciężarów, gry w kosza i piłkę to też bym był stary, chyba mam do tego trochę prawa...

- Nie masz! Ja nie pozwolę! Nikt tu nie jest stary, nawet Kristi...

- Co?!

- April! Przecież Kristi nie ma trzydziestu lat, a dla was, nastolatków to wtedy zaczyna się starość...

- Ale Kristi nie rozmawia z nami tak jak kiedyś.

- Bo nie jesteśmy w obozowisku i nie zaczynamy życia w tym domu. Przecież pomagałam ci zrozumieć, że już nie jesteś mała dziewczynką, chyba pamiętasz?

- No, niby tak, ale teraz jest jakoś inaczej.

- Będzie inaczej z każdym rokiem, i dlatego was tu zebrałem.

- Nie będę decydował sam, bo nie jestem sam. Czy chcemy zaryzykować i wiosna, może latem opuścić ten dom?

- Ale jak. Przecież drogi są zablokowane.

- Przy pomocy mieszkańców miasteczka odblokujemy pod warunkiem, że zaraza do nich nie dotarła, że warty spełniły swoją rolę.

- Ale tego nie wiemy.

- Dlatego zapytałem czy chcecie zaryzykować.

- A ty?

- Myślę, że dwa lata to dość czasu, aby zarazę szlag trafił. Nawet woda powinna być czysta. Co myślisz, Kristi?

- Wirus ma krótkie życie. Taki HIV ginie po 10 minutach na otwartym powietrzu. W wodzie basenu nawet najbardziej chlorowanej żyje do 40 minut. Z bakteriami jest inaczej. To są drobnoustroje, potrafią przetrwać stulecia. Czy zaraza składała się z bakterii? Czy może jakiejś diabelskiej kombinacji, bez laboratoryjnego testu nikt nie może wiedzieć.

- Więc?

- Ja jestem za.

- Ja też. Kasiu?

- Nie możemy tkwić tu w nieskończoność, chociażby ze względu na młodzież .Jestem za.

- Myślę, że zanim wejdziemy do miasteczka. to znowu Kristi i ja podjedziemy i zaparkujemy tak by widzieć i by nas nie widziano. Jeżeli miasteczko jest zdrowe to powinno tak się zachowywać, no wiecie, normalny ruch, uśmiechnięci ludzie. Jeżeli wygląda na „zamknięte w domach” to jest źle, bardzo źle.

- A wtedy co? zy to nie będzie oznaczać, że zaraza jest silniejsza od czasu?

- Niestety, tak. Dlatego sprawdzimy bez kontaktu i obyśmy nie musieli robić więcej cięć na ścianie „kalendarza”... Kristi, czy bakterie mogą tak długo żyć w organizmie zwierząt, ptaków?

- To zależy od bakterii. Te, a myślę, że są sztucznie wyhodowane, są obliczone na szybkie działanie. Ale w wodzie mogą żyć długo.

- Jeżeli ktoś teraz ma władze nad światem, to chyba we własnym interesie zadba o czystą wodę.

- To ma sens.

- Wobec tego jedynym problemem będzie podstawienie karku pod pętlę. Ręka, która nam ja nałoży też we własnym interesie zadba abyśmy jedli i pracowali. Konkluzja jest prosta: Czekamy do wiosny i robimy rekonesans. Wszyscy za?

- Przecież już przegłosowałyśmy. Jasne, że za.

Zgodna decyzja nie pomogła spokojnie zasnąć. Musi sam się męczyć co nie znaczy, że masochistycznie nakręca... Oto wracają do starego - nowego świata. Władza, czy to będzie Centrala, czy Komitet Centralny, zadbają aby najmłodsi zakochali się w niej. Dadzą wcale nie zmienione zabawki, ale komputer będzie zawierał tylko tyle informacji, aby młody i stary robol mógł pracować. Dla uciechy też będzie sporo głupawych gier.

By zachować pozory demokracji, bo nie wszyscy zginali i kogoś trzeba mieć po swojej stronie, przynajmniej na początek... to znowu dwie, no, może aby było „świeżutko”, to trzy partie będą ogłupiać obywateli, że tak bardzo starają się o ich dobro.

Widzisz durny Johny jak zapluwamy się w komisjach i telewizji, a wszystko dla twego dobra. A durny Johny nie pomyśli. Przecież oni myślą tylko o swoim dobrze... Nie pomyśli, bo codziennie będzie miał tyle „świeżego” gówna wlewanego mediami do głowy, że nie będzie musiał myśleć. Przecież tak dokładnie było, nawet durny Johny widział jak duże poparcie w statystykach ma dana partia pomimo, że on wcale nie ma się lepiej...

No i co? Co z tego, komu się poskarży? Sąsiadowi? Ten dla własnego dobra, czyli bezpieczeństwa zakabluje go do władzy jako... terrorystę.

Sąsiad bzyknie ci żonę? Nie ma sprawy, zakablujesz go jako terrorystę. Że tak nie może być? A niby dlaczego?

Czyż nieomal zgodnie naród wybrał czarnego prezydenta, bo miał dość krwi swojej młodzieży i wydatków na tą krew w Iraku. A czarny prezydent tak słodko, tak szczerze mówił o zmianie frontu. I co? I w pierwszym roku swojej prezydentury nie inaczej niż jego bardzo dziwnie, bardzo.. .uśmiechający się poprzednik, wysłał 30 tysięcy młodych ludzi na rzeź... Że zmienił front? I to jak, bo na bardzo bardzo wschodni, kopiując z dawnego Związku Radzieckiego politykę eliminacji najstarszych obywateli...

Przecież tylko zjadają chleb więc jeszcze ich dokarmiać?! Jako pierwszy, od wielu, wielu lat nie dał ani centa podwyżki emerytom jak to miało miejsce z początkiem każdego roku. Jego poprzednik tak obrzucany czym się dało, dał emerytom prawie 3% podwyżki, by wyrównać choć w części rosnące koszty życia.

Czarny prezydent starym ludziom nie dał, ale kilku pasożytniczym firmom odpowiedzialnym za finansowy krach zapewnił nieograniczone finanse...

Czyżby nie zdawał sobie sprawy z tego, że to emeryci pomagali synom i wnukom przetrwać, utrzymać domy w latach katastrofy. Z czego pomagali? Ze swoich skromnych emerytur.

A ty,przepraszam, co tobie do tego? Masz te może dziesięć lat życia, może piętnaście więc ciesz się, a nie zagryzaj, bo raz, że nic nie rozgryziesz, a dwa ,że zagryziesz Kasie. Ona wierzy w ciebie. Zawsze potrafiłeś na cztery łapy... Oboje potrafiliście. Teraz macie dwanaście łap, o tym pomyśl, a nie czy dana partia wleje więcej gówna do mózgów ogłupionych obywateli...

To był dobry pomysł ze zwołaniem narady. Było widać w uśmiechach, we wszystkich czynnościach dnia. Przecież to jeszcze tylko kilka miesięcy...

Pomysł z obserwacją, miasteczka też był dobry, bezpieczny. A może do tego czasu wróci komunikacja ze światem i miasteczko będzie jego najbliższym przylądkiem.

Tymczasem zima uderzyła mówiąc... Widzicie wy, malutkie dupki co to jest globalne ocieplenie?!...

- Kasiu, czy pamiętasz, że kilka lat temu., w niecały miesiąc po światowej konferencji cwaniaków żyjących z ogłupiania ludzi o  globalnym ociepleniu, zima sparaliżowała Europę?

- Czy to wtedy, gdy połowa mieszkańców Anglii nie wyszła do pracy, bo tak śnieg zasypał miasta?

- Dokładnie. Inna sprawa, że było globalnie, ale zimno. W Chinach pociągi śnieg zasypał po dachy, na normalnie ciepłym podzwrotnikowym pasie Indii prawie 200 osób zamarzło, a palmy w Hiszpanii łamały gałęzie pod śniegiem. Cieka, że żaden z tych pasożytów nie wychylił się w telewizyjnym okienku...

- Mark... Wiewiórki mają rację... Widziałyśmy jak jedna tak wypchała orzeszkami pyszczek, że miała głowę prawie taka jak Lola...

- Tak? A może to był wiewiórczy Pitbull?

- Naprawdę, przysięgam. Nawet gubiła orzeszki, bo nie mogła utrzymać. Dobrze, że April pomogła mi nazbierać gdy było ciepło.

- Kto komu pomagał, to ty mi marudziłaś, że już dość!

- Dawno temu powiedziałem że nie nadaję się na sędziego.

- Chyba pamiętam co Helen mówiła o maśle z orzechów.

- Flo! Wierzę w twoja pamięć.

- Coś tak, że trzeba orzechy rozdusić na proszek, zrobić, papkę i powoli na małym ogniu długo podgrzewać.

- No! Wyszło masło?

- Jeszcze nie było orzechów, bo za wcześnie... Ale my możemy spróbować. Zrobić proszek z twardej leszczyny nie mając młynka do mielenia było pierwszym problemem. Nie szkodzi, będzie masło w grudkach.

Nie było. Ale... prawie rozgotowana papka gdy zastygła bardzo smacznie pomagała plackom. Do tego szczypta suszonych malin rozmoczonych w ciepłej wodzie. To jest prawdziwe śniadanie!

Maliny, placki z syropem... A Flo nikła w oczach. Któregoś dnia udając przeziębienie po prostu płakała ukrywając twarz.

- April, co z nią jest... Przecież nie jest chora.

- Jest.

- Co?! I nic nie mówisz?

- Jest chora na tęsknotę. Ja też czasem na to choruje... Krlsti mówi, że na to nie zna lekarstwa, a przecież jest prawie lekarzem.

- Porozmawiam z Flo.

- Zaczekaj. Powiedziała, że przyjdzie do ciebie jak jej trochę przejdzie.

Nie czekał długo...

- Nie jesteś moim tatą ale ja nie mam nikogo takiego, tutaj nie mam.

- Jest Kasia...

- Zawsze rozmawiałam z moim tata, mogę?

- Nie pytaj. Co jest grane, bo chyba nie na wesoło.

- Smutno mi, bardzo smutno. Chcę do domu...

- Tak, to jest smutne. Nie wiem jak ci mogę pomóc.

- Ty potrafisz, dlatego przyszłam.

- Nie wiem. Nie tęsknię jak ty, nie mam rodziny innej niż Kasia, psy a teraz wy. Ale wszyscy są tutaj...

- No właśnie, tutaj.

- Wiesz... Powiedzmy, że jutro, że któregoś dnia zabraknie kogoś z nas. Może odejdę ja, może Kasia...

- Nie chcę!

- Tego się nie chce, to przychodzi nieproszone, przecież rozumiesz.

- Rozumiem ale nie chcę. Dopiero wtedy będzie mi smutno!

- A teraz, gdy rozmawiamy, gdy za godzinę wyskakujesz z Kasią na biegi, czy jest ci mniej smutno?

- Teraz wcale nie jest mi smutno. Ty jesteś mądry, ale rozumiesz, że myślę o rodzicach o bracie...

- Oczywiście. Pamiętasz co powiedziałem, że im dłużej się na coś czeka, to tym lepiej to smakuje?

- Pamiętam, dzięki, że jesteś taki mądry.

- Nie jestem ani taki mądry ani taki skromny. Łatwiej jest doradzać, gdy po pierwsze to nie nas boli, a po drugie ma się więcej lat i doświadczyło się więcej.

- To znaczy, że każdy kto ma tyle lat co ty jest mądry? Ja tak nie uważam.

- Bardzo słusznie, bo kilkunastoletni durnie wyrastają na osiemdziesięcioletnich durni. Ale żeby tylko tyle, bo im są starsi, tym bardziej są przekonani o swojej racji, a do tego dochodzi starczy upór...

- Co to jest starczy.

- Coś co ma każdy stary człowiek, dobre lub złe.

- Ale od kiedy ktoś jest stary?

- Od chwili gdy przestaje się uczyć...

- Ale starzy ludzie nie chodzą do szkoły.

- Niestety. Powinni więc uczyć się z życia, ale oni i tak wszystko wiedzą nawet gdy nic nie wiedzą. Takimi są politycy i niektórzy dziennikarze. To jest bardzo groźna choroba, społecznie groźna, bo tacy ludzie mają wpływ na młodych. Media są aż gęste od takich durni,z tytułami...

Były takie chwile gdy na przekór co podpowiadał rozum chciał zobaczyć Flo już jako dorosłego człowieka. Czy niepotrzebnie kształtował ją? Obciążał swoimi ciężarami, przecież ona musi pływać bez deski ratunku i czy poradzi sobie w brudnej wodzie słysząc, że nie jest brudna, że wreszcie „sprawiedliwie czysta”...

Czyż nie tak głosili wodzowie każdej rewolucji? A samo słowo - rewolucja? Słodziki rodem z katedr socjologii określali to jako zwrot. Szkoda, że zapomnieli dodać przykładu obrotowych drzwi... Czyż nie wracają do punktu wyjścia?...

NIE ZWROT JEST POCZĄTKIEM REWOLUCJI LECZ REWOLWER. Ciekawe dlaczego nawet w najbardziej futurystycznych wymysłach z Hollywood, gdzie ludzie latają między drapaczami chmur każdy z nich zaczyna i kończy przy pomocy rewolweru. O tak, jest super hiper inny, czy naprawdę? Nie inaczej niż stary ojciec rewolucji, trzymany jest w ręku i tak samo zabija.

Flo za dwadzieścia lat... April, Kristi, ich koleżanki z obozowiska. Co ich czeka... O ile szczęśliwsze są niemowlaki jeżeli przeżyły zarazę. One nie maja ciężaru wspomnień, porównań. One są doskonałym tworzywem na Homo Futuris Servidumus... Przyszły zniewolony.

Rankiem Flo wróciła do tematu...

- Czy może tak być, że moja rodzina nie żyje? Słyszałam co Kasia i Kristi mówiły o zarazie. Nie chcę tak myśleć, ale czy nie powinnam?

- Nie powinnaś. Pamiętasz, że tak powiedziałem do April, prawda?

- Pamiętam, ale to jest silniejsze i myślę, więc co będzie?

- Będzie z czym.

- Przecież powiedziałam, nie udawaj, że nie rozumiesz.

- A więc okaże się, że nie masz rodziny, czy tak?

- Mark, dlaczego nie chcesz odpowiedzieć. Czy boisz się,że ja będę twoją rodziną? Przecież nie mam nikogo poza wami. Prawda, w Calgary jest siostra ojca, ale to stara dziwaczka i zawsze przypieprzała się do mnie.

- Jak stara.

- Sorry, tak mi się powiedziało, no wiesz, ma chyba 40 lat...

- Aha, rozumiem. Calgary to bardzo ważne miasto w tym dziwnym kraju. Macie trochę, ludzi na wschodzie i zachodzie, a niezupełnie w środku jest duże Calgary. Jeżeli uderzyli w Vancouver, to myślę, że w Calgary też.

- Więc mogę nie mieć rodziny i co teraz powiesz? Tylko nie wymyślaj, że mam coś posprzątać. Ten tydzień robi April.

- Skoro mam plecy przy ścianie... Chcesz czy nie, będziesz moja, naszą rodziną.

- Czy mogę cię ucałować?! Musze cię ucałować!

- Teraz jeszcze możesz, za kilka lat raz, że nie zachcesz a dwa, że ...

- Że co... No wyduś! To April napala się na ciebie, nie udawaj, że nie widzisz.

- A ty?

- Ja ciebie szanuję...

- Bardzo słusznie. Starsi ludzie powinni być szanowani, ci co powinni.

- Ty nie jesteś starsi ludzie!

- Well, jakieś ludzie jestem. Ale teraz, skoro jesteś moją rodziną w perspektywie, to idź do Kasi i powiedz, że ją kochasz.

- Nie muszę, nie muszę...

- Co?!

- Mówiłam jej to tysiąc razy, a ty możesz być zazdrosny...

- Ale tak trochę, choć trochę?...

- Niech ci będzie...

Niezależnie od obrazka jaki zobaczą w nowym świecie, powiększyła ci się rodzina i to nie na obrazku... Rzeczywiście, czyż nie myślałeś o tym dziesiątki razy, że dziewczyny już są sierotami? Musiałeś to usłyszeć od Flo, która nie inaczej niż ty dziesiątki razy myślała o tym, wreszcie musiała pęknąć. Jest teraz lżejsza o takie myśli, a tyle razy powtarzałeś, że każdy pies powinien mieć swój dom...

- Tylko się nie śmiej.

- A mam płakać?

- No, nie, ale zaraz ci coś powiem.

- Flo, zaczynasz być tak jak ja, najpierw długi wstęp... Jeszcze trochę, a zaczniesz też robić wykłady.

- Myślisz, że wiesz wszystko?

- No widzisz? Miałaś mi coś powiedzieć, prawda?

- No dobrze. Zgadnij jakie zwierze ma stopy takie same jak człowiek, tylko nie mów, że małpa, bo to każdy wie.

- Takie same, to znaczy że pięć palców i dłoń?

- Dokładnie.

- A nie zmartwisz się?...

- Wiedziałam! Wiedziałam! Nie umiesz się bawić... Mogłeś udawać, że nie wiesz.

- Co znaczy, że nie wiem. Każdy wie, że pies...

- To nie jest fair, tak się nie gra, przecież wiesz, że niedźwiedź!

- To dlaczego pytałaś?

- Bo lubię z tobą rozmawiać. Co zacznę z April, to zaraz o chłopakach! Kristi uczy mnie podobnie jak nauczyciele, a to żadna przyjemność.

- A Kasia?

- Kasia to zawsze przytuli i zaraz trochę popłaczemy...

- Ale dlaczego?!

- Bo jest nam dobrze... Ale faceci tego nie rozumieją. Szkoda, że nie możemy mieć małego niedźwiadka, sierotę...

- Mamy trochę czasu, może znajdziemy jakiegoś.

- Spałabym z nim.

- -Muszę cię zmartwić, bo futro idzie do futra, mały miś wolałby spać z psami. Chocik ma dużo futra.

- Ale jak znaleźć takiego misia.

- Zawsze przypadkiem i zawsze to będzie smutna historia, bo historia sieroty.

- Ale on miałby rodzinę, naszą, tak czy nie?

- Tak i nie. Któregoś dnia mógłby powiedzieć... Flo, ja chce do mamy, do domu... Może już słyszałaś coś takiego?...

- Wszystko musisz popsuć, nie umiesz się bawić.

- Sorry, masz rację.

- Umiesz, umiesz, tylko za dużo tłumaczysz. W zabawie nie trzeba tłumaczyć...

- Jakiś człowiek, może kilku urządziło wyjątkowa zabawę dla całego świata robiąc chyba ze wszystkich ludzi sieroty.

- Jak to? Przecież ty i Kasia nie macie rodziców, no, wiesz...

- Wiem, ale osierocenie oznacza również stopień samotności. Straciliśmy znajomych, przyjaciół. Kasia straciła ludzi, razem z którymi tyle lat walczyła o prawa dla zwierząt, żyła tym podobnie jak ja sportem. Czy zginęli? Jeżeli zginęły miasta...

- April ciągle wierzy, że jej rodzina się uratowała, bo była gdzieś w tropiku.

- Są różne tropiki, są obszarami nędzy i są luksusowymi kurortami dla tych co decydują o nędzy... Te ostatnie były zagrożeniem dla twórców zarazy.

- Ale dlaczego? To nie ma sensu.

- Ma, Flo, ma. W takich miejscach mogli znajdować się oporni wobec twórców zarazy, nie tylko oporni, bo bogaci, wpływowi. Powinni zginąć w pierwszym rzędzie, ale niech April o tym nie wie.

- Dlaczego ona lubi tylko jeden temat, sorry, dwa bo seks i chłopaków? Jest tak na to napalona że...

- Golden Boy jest w niebezpieczeństwie?

- Możesz kpić, ale ty też. Nie będę powtarzać, ale robi sobie na ciebie plany.

- Przedstawię ci to tak. Gdy ktoś nie ma wyboru, to jedyny jaki ma, wydaje się idealny... Miałem cię uczyć języków, prawda?

- No właśnie.

- Ale ciągle trwają wakacje, czyż nie tak?

- No niby tak, ale ja tęsknię za szkoła.

- Wiesz... Są na świecie tacy ludzie jak Rosjanie...

- Oczywiście, że wiem. Pani nauczycielka mówiła, że to są przyjaciele wszystkich biednych ludzi świata, prawda?

- -Miałaś dobrze wyszkoloną nauczycielkę... Odpowiem ci tak: Gdy ktoś zna biedę z własnego doświadczenia to ma prawo o niej mówić. A Rosjanie dobrze wiedzą co to jest bieda. A przy tym maja swoiste poczucie humoru.

- Co to jest swoiste?

- Takie własne, inne niż kogoś. Mają też powiedzonka, którym nikt nie dorówna, żaden naród, żaden język. Mówiłaś, że April robi plany na mnie, nie powiem, że to powiedzonko pasuje, ale oddaje sytuację, posłuchaj...Powiem ci w oryginale i przetłumaczę: Na biezpticu i żopa saławiej... Sorry, jest ordynarne, ale... Tam gdzie nie ma ptaka to i pupa zaśpiewa... Nie zgorszyłaś się?

- Nie, to jest naturalne, dlatego zbieraliśmy korę z  klonu.

- Flo... Jeszcze trochę, a to ja będę pytał, a ty będziesz tłumaczyła. To prawda, że Kasia i ja straciliśmy nasz styl życia, ale jeżeli ty nie będziesz mogła dać z siebie wszystkiego, to twórcy zarazy powinni być żywcem obdzierani ze skóry i...

- Do mrówek! To musi bardzo boleć.

- Tyle mówimy o zarazie, a przecież człowiek od zarania swego istnienia prześcigał się w zadawaniu okrutnej śmierci. To prawda, że Europejczycy wymordowali więcej ludzi niż pozostali mieszkańcy świata razem wzięci, ale po prostu mordowali. Jeżeli śmierć można nazwać, że po prostu.

- A inni, z innych kontynentów byli lepsi?

- Zadając śmierć każdy morderca nie jest ani lepszy ani gorszy, ale narody Dalekiego Wschodu nie tylko wytworzyły jak nikt inny misterne dzieła sztuki, przy których europejskie są jak wyrąbane siekiera...

- Tak jak my tutaj, gdy robimy łóżko czy krzesło?

- W porównaniu do chińskich tak. Ale tortury wymyślone przez ludy Wschodu są_ tak niepowtarzalne jak to ordynarne, rosyjskie powiedzonko. Opowiem ci tylko o jednym rodzaju śmierci. Skazańca kładzie się na ledwo wystające pędy bambusu. W tropiku bambus rośnie nawet ćwierć metra na dobę. Skazaniec jest mocno przytwierdzony do ziemi, a pędy bambusa znajdują sobie miejsce przez jego ciało...

- Ale przecież nie przejdą! Chyba coś wymyślasz.

- Normalnie nie przejdą chyba, że skazaniec będzie miał nadcięte ciało, a pędy znajdą sobie najłatwiejszą drogę... Nic nie wymyśliłem.

- Dlaczego człowiek jest taki okrutny, czy rodzi się takim?

- Napisano tysiące tak zwanych mądrości, a w rezultacie i tak gówno wiemy, tyle, że ci co pisali dobrze żyli z tego... Wszyscy ludzie nie mogą rodzić się dobrzy i nie trzeba ich uczyć okrucieństwa. Jest na to wiele dowodów, ale człowiek woli słodzić, kościół szczególnie.

- Czy myślisz, że Bóg istnieje?

- Ooo... Dopiero teraz? Taki temat...

- Zapytałam...

- Ja też cię mogę zapytać. Trochę to jest tak samo jak z tym, że ludzie rodzą się dobrzy...

- Nie rozumiem.

- Są, specjaliści od nauczania o religii, nazywają się religioznawcy. Oczywiście nauczają o Bogu, a cały czas podkreślają, że nauczają o wierze w Boga.

- No właśnie, to ma sens.

- Zastanów się. Odpowiedz, czy wierzysz, że Bóg istnieje?

- Przecież to ja zapytałam...

- Tak, ale powiedzmy, że wierzysz. Czy musisz mieć dowody skoro wierzysz? Nie czytasz, nie widzisz, nie dotykasz, ale wierzysz. Świta ci?

- Rzeczywiście! Nie muszę mieć dowodów, gdy w coś wierzę!

- Niezupełnie tak. Co innego wierzyć w coś co możesz zobaczyć, sprawdzić, dotknąć, a co innego wierzyć w coś czego nie widać, czego żaden człowiek nie zobaczył ,a tyle o tym napisał, namalował, tyle pieniędzy zarobił... Wiara nie potrzebuje ani dowodów ani tak zwanych naukowców.

- Więc dlaczego ludzie wierzą?

- Mają różne powody. Co nie znaczy, że powinno się takie powody ujmować naukowo i udowadniać. Ludzie wierzą, bo im z tym dobrze, wierzą bo czują się bezpieczniejsi, wreszcie wierzą bo ich tak nauczono.

- Ale nie odpowiedziałeś...

- Bo nie ma odpowiedzi, jest tylko wiara, a to nie jest temat do rozmowy i sorry, że tak powiem, ale kiedyś to zrozumiesz.

- To twoje kiedyś wyjątkowo mnie wnerwia. Nie masz innego określenia?

- Jest najkrótsze i tyle. Po prostu, przybywa ci lat, ubywa radości, ale przybywa jeżeli nie mądrości to określeń. Już mówiliśmy, że durne dziecko wyrasta na starego durnia.

- To znaczy, że niektórzy ludzie rodzą się durni?

- Absolutnie tak. Zresztą ze zwierzętami nie jest inaczej. Oczywiście, że i ludzi i zwierzęta można nauczyć, wytresować, ale ktoś rodzi się takim, że mówią... On potrafi myśli czytać. Golden Boy jest taki...

- Nauczycielka dużo mówiła o rasizmie...

- Powiedziałem ci że była dobrze wyszkolona. Czy ktoś z was zapytał ją o praktyczne znaczenie rasizmu?

- Praktyczne?

- Tak, czy poznała rasizm na własnej skórze czy tylko cytowała z książek?

- Teraz bym ją zapytała, bo teraz mam ciebie...

- Rasizm jest wygodnym narzędziem służącym do uzyskania korzyści każdego rodzaju. Podobnie jak antysemityzm. Ludzie nie powinni być ani rasistami ani antysemitami, bo każde anty godzi w każdego. Dziś ktoś jest anty do ciebie, jutro do mnie i tak na okrągło. Ale... oba określenia są doskonała bronią, której każdy się boi i używa we własnym celu. Ja mam na dziś dość... Obawiam się, że będę śnił tą rozmowę zamiast spać.

- To chyba nie jest nic złego? Ja bardzo często śnię o naszych, rozmowach, to jest prawie tak jakbym o nich czytała, prawda?

- Sam bym tego lepiej nie nazwał...

- Ale ekstra! Czegoś cię nauczyłam!

- Więcej niż myślisz, więcej niż myślisz.

- Dlaczego ty zawsze powtarzasz...

- To taki głupi nawyk. Czy ja wiem, może w ten sposób upewniam się. Nie wiem, ale obiecuje, że kiedyś...

- Znowu to kiedyś!

- Tak, Flo, kiedyś też będziesz miała podobne nawyki. Jestem tego tak pewny jak to, że chyba już idzie wiosna. Zgadzasz się?

- Wiesz... zanim się zobaczy wiosnę, to ona pachnie... Tak się ją widzi nawet gdy jej jeszcze nie ma.

- A wtedy, gdy ustąpi miejsca latu, to znowu nałowimy dużo ryb. Może nawet tą ogromną pamiętasz jak rozbryzgała wodę?

- Może goniła kogoś, to znaczy aby upolować.

- Aby nie ciebie...

- Ale śmieszne... W jeziorze nie ma ryb ludojadów, teraz już przegiąłeś.

- No, skoro tak dobrze znasz jeziora...

- Założę się o dwa tygodnie nie sprzątania, że nie ma.

- A jak sprawdzimy?

- Ty wejdziesz do wody, jesteś silniejszy...