| 11. Z wędrówek bożych |
| Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz | |
| 03.07.1984. | |
|
Szedł
Pan Bóg zmęczony długością ludzkich skarg. Pot mu z czoła
kapał, a z każdej kropli wyrastały kwiaty.
Nagle zobaczył długi cień. Ucieszył się, bo było gorąco, ale cień uciekał wąskim pasmem, na końcu którego stał telegraficzny słup, zwyczajny, drewniany, błyszczący świeżym smarem. - Kim jesteś? - zapytał Pan Bóg. - Słupem telegraficznym. - A co robisz? - Wiem wszystko. - Ooo... dziwił się Pan Bóg. - A skąd wiesz? - Z całego świata. Przyłóż do mnie ucho, to też będziesz wiedział. Pan Bóg przyłożył ucho. Rzeczywiście, kawałek drewna naładowany był cudzymi mądrościami i głośno szumiał. Obok rósł kłos zboża. Mały był i nie szumiał. Zmęczony Pan Bóg potarł go i zjadł kilka ziaren. Reszta spadła w ziemię. Pewnego dnia słup przestał szumieć, był tylko garścią pruchna. Na jego miejscu stał nowy z betonu. A obok rosły kłosy zboża... California, lato 1984 |

