|
MÓJ STEP RODZINNY...
Ze
wszystkich smaków jakie znam
z zapachów
znanych tej planecie
ziemia mi pachnie najmilej
a chleb jest najsmaczniejszy w świecie...
Marcowy
wiatr od Kyzył-kum
nadleciał budząc
pierwsze trawy
z dachu kazarmy spadał
śnieg
i topił się jak wyrok śmierci
następnej zimy zwyciężonej
i wszystkie nasze dzienne sprawy
Boże coś z nami w łagrach legł
Boże w miłości
nieskończony
raz jeszcze życiem
pachnie ziemia
dałeś litośnie Boże prawy
Już
dzień katorżny krwią zapada
zmęczony zaśnie
za kurhanem
noc wisi nisko zadziwiona
że żyje twarz w łachmanach
blada
bo oczy zgasły długim głodem
półślepym ruchem... ręką
patrzy
a koromysła
na ramionach
do ziemi gnie pusta... co waży
a jeszcze trzeba iść po wodę
bo resztki śniegu słonce zjada
i pije ziemia odrodzona
Mój
step nie szumi heroicznie
sztandarów
nie ma utraconych
i nazwisk wielkich tytułami
i skrzydeł
cienkich, srebrem zbroi
mój step jest obcy strategicznie
i nie ma świątyń wyzłoconych
i zamków świętych
legendami
mój step jest obcy
historycznie
Stepie w
bezmiarze Kazachstanu
nie grają złote
ci fanfary
poeta twój ma skośne
oczy
a zamiast sławy pył
z kurhanu
w Temir Tau na kopcu starym
A śnieg
się zmieniał w biel sasanek
kosmaty fiolet i błękity
a potem kwitły
tulipany
i w kwiatach leżał głód
przykryty
w różu hiacyntów i w goździkach
na nowe życie był ubrany
Stepie
mój śmiercią ośnieżony
wiatr syberyjski cię
zamiata
niesiesz na cztery świata
strony
prochy tych którzy nie wrócili
i prochy Zbysia
mego brata...
California, lato 1984
|